Take back control and don't let it go, the future is unknown.

29.09.2016

16. „Mam tylko nadzieję, że wiesz co robisz”

Zabrze, 3 listopada 2014
Brunetka słaniała się niczym cień, a jej jedyną interakcją ze światem zewnętrznym, było mechaniczne odpowiadanie na pytania ojca i matki.
– Ewa, dziecko… – westchnęła kobieta. – Zamęczysz się, jeżeli nadal będziesz tak postępować – dodała mając na myśli to, że odkąd brunetka niespodziewanie zawitała do Polski, praktycznie nie opuszczała swojego starego pokoju. Siedziała w znoszonym dresie, nie jadła, miała podkrążone oczy i przetłuszczone włosy. Nie wykazywała jakichkolwiek oznak życia.
– Daj mi spokój – jęknęła. 
– Stało się. – Matka nie dawała za wygraną i usiada na skraju łóżka zajmowanego przez córkę. – Już tego nie odkręcisz, więc przestań się zadręczać i zrób coś wreszcie, aby odzyskać swoją rodzinę – dodała. Miała wrażenie, że takie polubowne traktowanie dziewczyny nie przynosi rezultatów, więc postanowiła, że da jej dobitnie do zrozumienia, jak ona to widzi. 
– Co mam zrobić? – fuknęła rozgoryczona. – On mnie nienawidzi. Zresztą wcale mu się nie dziwię. To już skończone – powiedziała zrezygnowana.
– Jeżeli tak będziesz do tego podchodzić, a dodatkowo wyglądać jakbyś sprzedawała ziemniaki na targu, to faktycznie wszystko skończone – zironizowała starsza kobieta. – Weź się w garść dziewczyno! On jest wściekły i ma do tego pełne prawo! Nie licz na to, że sobie wszystko przemyśli i wróci. To ty musisz przekonać go, aby podjął właściwą decyzję – dodała stanowczym tonem. Do Ewy nic nie docierało po dobroci.
– Mamo! Usunęłam nasze dziecko! – Ewa po raz pierwszy powiedziała to z taką pewnością w głosie. Nie było to przyjemne uczucie. Jednak stwierdziła, że skoro dokonała takiego czynu, to teraz powinna mieć przynajmniej odwagę, by o tym głośno powiedzieć. – On mi nigdy tego nie wybaczy! Rozumiesz?!
– Ale macie Sarę! – Zaczęła, jednak brunetka jej przerwała.
– Nie, to on ma Sarę. Ja nie mam już nic – powiedziała drżącym głosem. 
– Och, on był po prostu zły. Nie odbierze ci jej. Ona już zawsze was będzie łączyła. Wykorzystaj to kochanie! – Poradziła kobieta. 
– Sama już nie wiem… – westchnęła zrezygnowana. – Dorota powiedziała, że z nim porozmawia… – dodała.
– O nie! Ta dziewucha już wystarczająco wam namieszała! Mało ci problemów?! Po co się z nią chcesz jeszcze zadawać?! – Wybuchła. – Gdybym tylko wiedziała do czego ona cię namówiła… w życiu nie kryłabym cię przed Łukaszem. – dodała już spokojniej. 
– Jestem beznadziejna. – Ewa zaszlochała. 
– Podjęłaś bardzo złą decyzję, ale wiedz, że razem z tatą cię kochamy i pomożemy ci. Jednak abyśmy mogli ci pomóc, musisz sama wykonać pierwszy krok. – Kobieta ją przytuliła. Córka mocno ją zawiodła. Co prawda zawsze wiedziała, że Ewa nie przepada za dziećmi, ale nigdy nie posądzałaby ją o coś takiego. Liczyła, że Piszczek kiedyś jej wybaczy i przyjmie z powrotem. Choć nie wypowiedziałaby tego na głos, szczerze wątpiła w to, aby Łukasz chciał dalej ciągnąć to małżeństwo…

Dortmund, 4 listopada 2014 
Stojąc przed drzwiami domu Piszczków nie pamiętała, kiedy ostatnio tak bardzo się denerwowała. Chyba przed maturą. 
Przez ostatni tydzień wydarzyło się tak wiele, że ciężko jej to było przetworzyć, ale jakoś dawała radę. Łukasz powolutku zdawał się wracać do normalności, a przy ich wczorajszym spotkaniu zdarzyło mu się nawet uśmiechnąć. Cieszyło ją to, choć jego późniejsza prośba sprawiła, że Klara zaniemówiła. Przez te nieszczęśliwe wydarzenia, obrońca musiał wziąć kilka dni wolnego, aby poukładać prywatne sprawy. Jednak przymusowy urlop szybko minął i przyszła pora, aby wrócił do treningów. Z tego co mówił, mała Sara miała zostać w tym czasie z żoną jego klubowego kolegi, ale w ostatniej chwili coś jej wypadło i niestety musiała odmówić. Dodatkowo trening miał się odbyć popołudniem, a to oznaczało, że dziewczynka wróciłaby już z przedszkola i nie miał by się kto nią zająć. Została mu ostatnia opcja. 
– Wiem, że nie powinienem cię o to prosić, ale uwierz, że gdyby było inne wyjście, skorzystał bym z niego. To znaczy… mógłbym jeszcze zadzwonić po opiekunkę, ale nie ukrywam, że tobie bardziej ufam – wytłumaczył, zaraz po tym jak zapytał Klarę, czy nie zajęłaby się przez trzy godziny jego córeczką. 
– Uhm… Jesteś pewny, że to dobry pomysł? Ona mnie nawet nie zna, a co jeśli mnie nie polubi i nie będzie chciała ze mną zostać? – Rybarczyk wyraziła swoje obawy.
– Proszę cię, jak ktokolwiek mógłby cię nie polubić? – W tym momencie Piszczek obdarzył ją delikatnym uśmiechem. Nie mogła odmówić tym błękitnym oczom. 
Teraz gdy pukała do jego drzwi, było już za późno by się z tego wycofać. 
– Cześć – powiedział z uśmiechem, po czym objął ją delikatnie na powitanie i cmoknął w policzek. Może powinno go to peszyć i sprawiać by czuł się niekomfortowo, ale tak nie było. Obecność Klary sprawiała, że czuł się swobodnie. Nawet po tych wszystkich przykrych wydarzeniach z dalszej i bliższej przeszłości.
– Denerwuję się – wyszeptała do niego zdejmując swoje buty. 
– Naprawdę nie masz czego. To tylko dziecko. – Posłał jej kolejny ciepły uśmiech. – Sara! – krzyknął nagle. – Mamy gościa!
Minęło dwadzieścia sekund, ale dziewczynka nie dawała znaku życia. Łukasz gestem ręki nakazał, aby Klara weszła w głąb domu.
– Teraz leci jej ulubiona bajka. Jest jak zaklęta – wytłumaczył widząc, że zdenerwowanie brunetki potęguje się z sekundy na sekundę. – Nie musiałaś – zagadał ją wskazując na ozdobną torebkę, jaką kurczowo ściskała w dłoni.
– Przestań, nie mogłam przecież przyjść z pustymi rękami – powiedziała.
– Sara – odezwał się znowu do córki, kiedy stali już w progu salonu.
– No co? – jęknęła w końcu niezadowolona dziewczynka, bo jej ojciec nie pozwalał jej w spokoju prześledzić losów stada lwów, które były bohaterami jej ulubionej kreskówki. 
Reakcja małej Piszczek sprawiła, że brunetka uśmiechnęła się delikatne. 
– Możesz tu podejść? – zapytał ponownie, choć praktycznie Sara miała tylko jedną odpowiedź do wyboru. 
Zrezygnowana oderwała w końcu wzrok od telewizora i natychmiast się speszyła, gdy tylko ujrzała tajemniczą kobietę, która stała obok jej taty.
– No podejdź tu i się przywitaj – nakazał. Mała blondynka posłusznie wykonała polecenia taty, choć w jej ruchach było widać ogromną niepewność. 
– To jest Klara. Zostanie dzisiaj z tobą, kiedy ja będę w pracy, dobrze? – zapytał obawiając się odrobinę reakcji swojej córki. Ta tylko niepewnie pokiwała głową. 
– Cześć, jestem Klara. – Kobieta przykucnęła, by bardziej zrównać się z dzieckiem i uśmiechnęła się zachęcająco. W duchu jednak była pewnie tak bardzo przestraszona jak dziewczynka. – To dla ciebie. – Wręczyła jej torebkę. Sara niepewnie ją przyjęła i zajrzała do środka.
– Piesek – powiedziała cichutko, kiedy wyjęła pluszową wersję szczeniaczka w typie huskiego. Jej oczka momentalnie rozbłysły. – Tata mi nie pozwalał na pieska – wytłumaczyła kobicie i roześmiała się dokładniej oglądając pluszaka. 
– No to teraz już masz. – Łukasz się roześmiał. 
– Co tam oglądałaś? – zagadała Rybarczyk. 
– To Lwia Straż – odparła dumnie Sara. – Dalsze losy Króla Lwa – dodała tonem eksperta.
– Naprawdę? – zapytała zainteresowana kobieta. – Król Lew to moja ulubiona bajka. Mogę z tobą obejrzeć? – zapytała. Dziewczynka pokiwała główką z entuzjazmem i pociągnęła Klarę przed telewizor, już po drodze opowiadając jej o postaciach. 
Łukasz uśmiechnął się na ten widok i najzwyczajniej wymknął się z domu, by już nie drażnić swojej córki i nie przypominać jej, że musi wyjść. Ucieszył się, gdy zobaczył, że dziewczyny już na starcie zaczęły się dogadywać. Dzięki temu będzie mógł się skupić na treningu nie zamartwiając się, że przysporzył im obydwu tylko stresu. 
***
Do domu wracała z uśmiechem na ustach. Była z siebie dumna, bo udało jej się dogadać z córką Łukasza i porwałaby się nawet na stwierdzenie, że mała chyba ją polubiła. Nawet nie zauważyły jak ten czas zleciał, więc powrót Piszczka okazał się dla obydwu zaskoczeniem. 
Potem zjedli jeszcze przygotowaną na szybko kolację i Klara pożegnała domowników. Piłkarz oferował jej kilka razy, że ją odwiezie, ale odmówiła, nakazując by zajął się córką, a ona weźmie taksówkę. 
Gdy zapłaciła staruszkowi, który zawiózł ją pod samą klatkę, wysiadła z auta i ruszyła w stronę drzwi frontowych poszukując jednocześnie kluczy w torebce.
– Cześć. – Gdy to usłyszała, wzdrygnęła się i wypuściła z rąk pęk kluczy, który znalazła przed ułamkiem sekundy. 
– Sven – rzekła uspokajając oddech. – Wystraszyłeś mnie – wyznała.
– Przepraszam –  rzucił jedynie przyglądając się jej.
– Długo tu czekasz? Dlaczego nie zadzwoniłeś? – zapytała, a na małym monitorze przed drzwiami wpisała odpowiedni kod by zwolnić blokadę.
– Niedługo i dzwoniłem – odparł. 
Klara westchnęła zrezygnowana.
– Przepraszam, zapomniałam, że miałam wyciszony dźwięk – wytłumaczyła. – Cieszę się, że przyszedłeś – powiedziała, jeszcze zanim weszli do środka. Chłopak tylko skinął głową. 
Gdy jechali windą, panowała grobowa cisza. Rybarczyk nie za bardzo wiedziała co powiedzieć, a Bender milczał jak zaklęty. 
Dopiero gdy znaleźli się wewnątrz jej mieszkania, Polka odezwała się w końcu oferując pomocnikowi coś do picia. 
– Woda wystarczy – odparł.
Po kilku minutach postawiła przed blondynem szklankę z wodą, a tuż obok swoją szklankę z sokiem jabłkowym. 
– Cieszę się, że jednak zdecydowałeś się ze mną porozmawiać – zaczęła.
– Już to mówiłaś – przypomniał jej.
– Wiem, ale naprawdę się cieszę. – Zrobiła dziwną minę, bo dopiero gdy wypowiedziała to na głos, doszło do niej, jak głupio to zabrzmiało. Sven parsknął. – Z czego się śmiejesz? – zapytała odrobinę bardziej rozluźniona widząc, że chłopak jest w dosyć dobrym humorze.
– Z niczego – odparł nadal uśmiechając się pod nosem. Klara była urocza z tymi swoimi odruchami. Tak jak teraz, gdy bezwiednie przewróciła oczami na swoje własne słowa. To go jeszcze bardziej utwierdziło w przekonaniu, że nie może się dłużej na nią gniewać. Tęsknił za nią.
– Jak chcesz – odpuściła. 
Siedzieli w ciszy przez kolejne pięć minut. Sven był zaabsorbowany niewidzialnymi plamami na suficie, a brunetka nerwowo popijała swój sok.
– No powiedz coś wreszcie! – Nie wytrzymała. 
– Masz pajęczynę w tamtym rogu. – Skinął głową we wspomniane miejsce. 
– Sven! – Podniosła głos. – Pajęczyna? – Zdziwiła się i z przerażeniem spojrzała w kąt. Rzeczywiście. Z sufitu w samym roku zwisała samotna nić. To oznaczało jedno. Pająka. 
– Miałem coś powiedzieć… – odparł skruszonym tonem. Doskonale wiedział, że nie o to chodziło długowłosej Polce, ale w ten sposób chciał sobie kupić trochę czasu, choć w sumie nie wiedział nawet po co. 
– Sven – powtórzyła spokojniej na moment zapominając o bestii, jaka mogła czaić się w jej mieszkaniu. – Nie przyszedłeś tu po to, żeby sprawdzić czy sprzątam pajęczyny – stwierdziła. 
– Nawet jeśli nie, to jedna ci umknęła – rzekł niezbyt inteligentnie, a Klara tylko wywróciła oczami. – Co mam ci powiedzieć? – zapytał w końcu.
– Nie wiem. Obiecałeś, że się odezwiesz jak już wszystko przemyślisz. Skoro już tu jesteś, to zakładam, że tak się właśnie stało. – Przypomniała mu o ich umowie. 
– Chciałem cię po prostu zobaczyć – wyznał ściszonym tonem, ale brunetka i tak to usłyszała.
– Ja ciebie też – odpowiedziała i czekała, aż Bender coś doda.
– Po prostu się wkurzyłem. – Zaczął niespodziewanie nieco podniesionym głosem. – Nie mam szczęścia do lasek, a jak w końcu spotkałem ciebie, to… to zaczęła tlić się we mnie nadzieja, że może jednak znalazłem swoje szczęście – dodał spokojniej, a wzrok wlepił w podłogę.
– Przepraszam, ja… – odezwała się, ale Niemiec przerwał jej ruchem ręki.
– Nie przepraszaj. Nie masz wpływu na to w kim się zakochasz. To by było zbyt proste – wytłumaczył. – Mam tylko nadzieję, że wiesz co robisz i nie pozwolisz mu się ponownie skrzywdzić.
– Nic mnie z nim nie łączy prócz przyjaźni – sprostowała natychmiast. Fakt, Piszczek namieszał jej w głowie, ale nie miał wpływu na to, że odrzuciła zaloty Svena. Ona po prostu od początku wiedziała, że między nią, a pomocnikiem nic nie będzie. Uwielbiała go i gdyby nie on, być może Leon dopiął by swego, a ona nigdy ponownie nie spotkałaby Łukasza. Zawdzięczała mu wiele i stał się on dla niej najlepszym przyjacielem. Nie mogła się zmusić, by nagle poczuć do niego coś więcej. To by było najrozsądniejsze. Jednak rozsądek niestety nie szedł w parze z jej uczuciami. 
– Na razie – odparł pewnie. Nie twierdził, że Klara przy pierwszej lepszej okazji rozłożyła nogi przed Piszczkiem, bo zwyczajnie taka nie była, ale wszystko zmierzało w tym kierunku. Ona mogła sobie mówić co chciała, a on i tak swoje wiedział.
– Czy możemy nie rozmawiać o mnie i Łukaszu, tylko o nas? – poprosiła. Relacja i problemy Piszczka to była jedna kwestia. Teraz chciała się skupić na wyjaśnieniu pewnych spraw ze Svenem.
– Chcę, abyśmy jeszcze kiedyś zagrali w klocki albo inną głupią grę – powiedział, a Klara niemal natychmiast się uśmiechnęła. Wiedziała, że nie może wymagać, aby Sven wpadał do niej po każdym treningu, czy meczu na plotki, ale pragnęła, by utrzymali kontakt. Te stwierdzenie Bendera zabrzmiało jak niejednoznaczne pozwolenie. Ktoś z zewnątrz mógłby pomyśleć, że chłopak plecie od rzeczy, ale Rybarczyk doskonale wiedziała o czym ten mówił. 
– Z tobą to mogę nawet w klasy skakać – zapewniła roześmiana. Jej nastrój udzielił się także Svenowi, który też się uśmiechał i widocznie rozluźnił. Może nie było idealne, ale zmierzali tam.
– Mam jedną prośbę – zaczęła po chwili wygłupów.
– Chodzi o darmowe bilety na mecz? – spytał niby poważnie. – Wiedziałem, że nie na darmo chciałaś się pogodzić – dodał udając, że się obraził.
– Musisz przeprosić Łukasza. – Zignorowała jego wypowiedź. Sven natychmiast spoważniał. – Wiesz, że to co zrobiłeś było głupie. – Trąciła go pięścią w ramie. – Nie warto dla jakiejś baby wprowadzać zamęt w drużynie – zachęcała go.
– Nie jesteś jakąś babą – wtrącił. – Ok! – Rozłożył ręce w geście poddania, gdy Klara zaczęła wwiercać w niego wzrok. – Przeproszę go – obiecał. 
Brunetka odetchnęła z ulgą i wrócili do poprzedniej czynności, czyli do dzielenia się głupimi uwagami. Nawet nie wiedzieli kiedy, a Bender siedział już u niej dwie godziny. Dla dziewczyny było to szczęśliwe zrządzenie losu, bo akurat tuż przed tym jak piłkarz miał się zbierać, na suficie pojawił się niezapowiedziany i nieszczególnie mile widziany gość. 
– Zabij go! – rozkazała szczerze przerażona i wskazała palcem na dużego pająka, który leniwie kroczył po suficie. 
– A co będę z tego miał? – zapytał z wrednym uśmieszkiem.
– Kopa w dupę jak tego nie zrobisz! – warknęła zła. Żarty w takiej sytuacji groziły co najmniej śmiertelnym obrażeniem. Bender wzruszył ramionami, wziął jakąś ulotkę ze stolika, zwinął ją w rulonik i delikatnym ruchem strącił pająka. W brunetce aż zawrzało, bo dla niej polecenie „zabij” oznaczało rozgniecenie bestii tak, by została z niej mokra plama.
– Spokojnie – powiedział widząc jej minę. – Nie chciałem robić ci plam na suficie – odparł jakby czytając jej w myślach i ruszył w kierunku drzwi balkonowych. Tam pozbył się pająka i wrócił z uśmiechem na ustach.
– Znowu uratowałeś mnie z opresji. – Uśmiechnęła się już rozluźniona. 
– Do usług, choć gdybym miał do wyboru rozdeptać Leona, a rozdeptać pająka, bez zawahania wybrałbym to pierwsze – oznajmił niby poważnie.
– A ja gdybym miała zmierzyć się jeszcze raz z Leonem, albo z pająkiem, to wolałabym pięć razy zmierzyć się z Leonem. – Klara starała się naśladować jego ton, ale po chwili oboje wybuchli śmiechem. Cieszyła się, że wszystko wracało do normy. Nie znała Bendera może jakoś strasznie długo, ale na chwilę obecną nie wyobrażała sobie, by mogło go zabraknąć w jej życiu.


_____________

Do Ewy dotarło to co zrobiła, lekki przeskok w czasie, w którym Łukasz powolutku wraca do życia no i Klara poznająca jego córkę. Do tego wszystkiego jeszcze Sven, który też chyba sobie co nieco poukładał w głowie. 
Zupełnie jakby wszystko zaczęło się układać ;)

Chciałabym wam podziękować za komentarze, bo pomimo iż szkoła się zaczęła oraz z pewnością macie multum innych obowiązków, to nadal znajdujecie czas żeby coś tam napisać, a to naprawdę dużo dla mnie znaczy.
Dziękuję ;*