Take back control and don't let it go, the future is unknown.

4 lip 2017

Rocznicowy Bonus

Czy wiecie jaki jest dzisiaj dzień? 
Dokładnie rok temu opublikowałam prolog tego opowiadania na blogspocie :)
"Definition Of Destiny" obchodzi dzisiaj swoją pierwszą rocznicę.
Jaki jest zatem lepszy sposób na świętowanie od wrzucenia bonusu? 
Miłego czytania! 

Dortmund, 29 listopada 2015
Siedziała zamyślona, wpatrując się w krople deszczu, które rozbijały się na przeszklonej ścianie kawiarni. Wyglądała na kompletnie pochłoniętą przez własne myśli. 
Wzdrygnęła się nagle czując kopnięcie w łydkę pod stolikiem. Spojrzała skonsternowana na swoją towarzyszkę.
– Jesteś dzisiaj jakaś struta – zawyrokowała Celina, po czym upiła łyk gorącej czekolady ze swojego kubka. 
– Tak jakoś… – mruknęła jedynie Klara, wzruszając przy tym obojętnie ramionami. 
– Kłopoty w raju? – zapytała blondynka z nutką ironii i wyszczerzyła się w kierunku przyjaciółki. 
Rybarczyk jedynie wywróciła oczami, po czym sięgnęła po własny kubek ze słodkim napojem.
– Jest dwudziesty dziewiąty listopada – zakomunikowała po chwili ciszy.
– To… przydatna informacja – stwierdziła Celina lekko zdezorientowana. 
– Jest już po osiemnastej – dodała Klara, tylko jakby z większą pretensją.
– No… – przytaknęła Bohlmann, przyglądając się Polce coraz podejrzliwiej.
– A dzisiaj miałyśmy wolne – rzuciła kolejną, na pozór przypadkową informacją. 
– Ja wiem, że jestem blondynką, ale potrafię korzystać z kalendarza, czy zegarka i być może cię to zadziwi, ale umiem też czytać nasz grafik – powiedziała Celina, naśladując obrażony ton.
– Wiesz, jaki jest dzisiaj dzień? – zapytała zmartwiona Rybarczyk, ignorując wcześniejszą wypowiedź przyjaciółki.
– Dwudziesty dziewiąty listopada…? – odpowiedziała pytaniem na pytanie Niemka. – To jakiś test na spostrzegawczość, czy co? – Zmarszczyła śmiesznie brwi.
– Oj nie oto chodzi! Dzisiaj mija dokładne rok, odkąd jestem z Łukaszem. – Westchnęła poirytowana Rybarczyk.
– I jesteś z tego powodu smutna, bo? Za długo jesteście razem? – zgadywała Bohlmann, za co została obdarowana karcącym spojrzeniem brunetki. – Aaa! Że wasza rocznica! – dodała ze śmiechem. – No to chyba powinnaś być szczęśliwa? 
– W tym rzecz, że Łukasz chyba zapomniał… – stwierdziła markotnie Polka. 
– No coś ty?! – Celina aż podniosła głos niedowierzając. – A ja myślałam, że on na drugie imię ma Romantyk. – Zachichotała, za co ponownie została skarcona spojrzeniem. 
– Niby to nic takiego i czuję, że nie powinnam się obrażać, no ale z drugiej strony jest mi przykro – powiedziała zataczając kółka palcem wskazującym po krawędzi kubka. 
– No a przypomniałaś mu o tym? Dałaś jakiś sygnał? – zainteresowała się blondynka.
– Zapytałam go rano przy śniadaniu, czy wie, jaki jest dzisiaj dzień.
– I co on na to?
Klara westchnęła, po czym zacisnęła szczękę.
– Że jest dwudziesty dziewiąty listopada… – syknęła po chwili ciszy, na co Celina natychmiast parsknęła.
– Nie żebym się znała, ale być może powinnaś mu to jakoś jaśniej zakomunikować – podpowiedziała. 
– Naprawdę? – zapytała sarkastycznie brunetka. – Po prostu zorientowałam się, że nie ma pojęcia o czym mówię i odpuściłam – dodała już normalnym tonem. – A po treningu poszedł sobie na obiad z kumplami z klubu, rozumiesz? 
– Może zaplanował coś na weekend? – próbowała dalej Bohlmann.
– Nie… W weekend Sara wraca z Polski, a poza tym, przecież gdyby tak było, to by mi powiedział, że nie ma dzisiaj czasu na świętowanie. On najzwyczajniej zapomniał – sprostowała Rybarczyk. 
– Więc jaki masz plan? – spytała zaintrygowana Niemka.
– Nie mam. Dam mu prezent sekundę przed północą, żeby mu było głupio. – Wymyśliła na poczekaniu, co Celina skomentowała perlistym śmiechem. 
***
Łukasz słysząc nadjeżdżający samochód, natychmiast rzucił się do drzwi frontowych i już po kilku sekundach zbiegł po schodach i ruszył w kierunku pojazdu.
– Bałem się, że się spóźnisz – zaczął odrobinę zdenerwowanym tonem bez przywitania. 
– Ja? A czy ja kiedykolwiek się gdzieś spóźniłem? Jestem definicją punktualności – odpowiedział mu rozbawiony głos kolegi.
– Tylko jakieś trzydzieści razy na trening – odparł sarkastycznie Piszczek. – Masz? – zapytał już poważniej.
– Miejże trochę wiary we mnie – odparł drugi mężczyzna, po czym sięgnął do samochodowego schowka. – O cholera… – syknął przestraszony po jego otwarciu. – Nie ma go.
– Marco! – Łukasz podniósł ton. No przecież chyba go zaraz zabije!
W normalnych okolicznościach zwróciłby się z tym odpowiedzialnym zadaniem do Kuby, ale jako że ten był obecnie na wypożyczeniu we włoskiej Fiorentinie, to musiał postawić na mniej pewną opcję. 
– Oj no zluzuj poślady. – Parsknął Reus, po czym z głupim uśmiechem podał przedmiot, który miał przechować Polakowi. 
– To serio nie jest dobry moment na żarty – skarcił Niemca.
– Widzę, że jest stresik. – Blondyn nic sobie nie robił ze złości Piszczka. 
– A nic mi nie mów. Mam nadzieję, że to ostatnia tak bardzo stresująca sytuacja w moim życiu – zdradził z nadzieją.
– Co powiedziałeś Klarze? – brnął dalej Reus.
– W zasadzie to nic. Chyba jest na mnie zła. – Tym razem to Polak się wyszczerzył. – Prawdopodobnie myśli, że zapomniałem o naszej rocznicy. Aby utwierdzić ją w tym przekonaniu poprosiłem ją, żeby wróciła do domu i zrobiła mi kolację – dodał złowieszczo. 
– To okrutne – zawyrokował Marco. – Pewnie biedna zaczyna wątpić, czy aby ten cudowny Piszczek to nie jest przypadkiem tylko złudna przykrywka.
– O to chodzi – podsumował Łukasz. – Dobra, Marco. Nie żebym był niemiły, ale zjeżdżaj stąd. Klara może pojawić się w każdej chwili. 
– Polecam się na przyszłość. – Niemiec zasalutował komicznie, po czym faktycznie powoli wycofał się z podjazdu, a potem szpanersko ruszył z piskiem opon.
Łukasz jedynie pokręcił głową, a następnie skierował się do domu. 
***
Miała to olać. Stwierdziła, że nie będzie jakąś wybredną siksą, która obrazi się, bo jej mężczyzna zapomniał o rocznicy. Przecież zdarza się najlepszym, a poza tym, to wcale nie jest jakieś arcy ważne święto. Zakładała, że tych rocznic będzie jeszcze wiele.
Naprawdę miała najszczersze chęci, żeby to zignorować. 
Nie zraził jej (a przynajmniej nie w znacznym stopniu) fakt, że Łukasz rano nie skojarzył do czego piła. Nawet zacisnęła zęby, kiedy po treningu oświadczył jej, że popołudnie spędzi na obiedzie z kolegami. No cóż, zasłużył. Jednak miarka przebrała się w momencie, kiedy napisał jej podczas spotkania z Celiną, żeby wracała jak najszybciej, bo marzy mu się dobra kolacyjka. 
Czy coś mu się przypadkiem nie pomyliło?!
Wystrzeliła z tej kawiarni wściekła niczym osa i bynajmniej nie pędziła do domu, który zamieszkiwała z Łukaszem po to, by zrobić mu kolacyjkę.
Nie. Zamierzała wpaść niczym burza, nawrzeszczeć na niego, przy okazji wyrzucając mu jego przesadną nonszalancję, rzucić w niego scrapbookiem, który przygotowywała jako prezent w ukryciu przed nim przez ostatni miesiąc, odesłać go na kanapę i zatrzasnąć się w sypialni. 
Wściekłość kumulowała się przed nią całą drogę, a gdy wbiegała już po schodkach do drzwi frontowych, mogła przysiąc, że para idzie jej uszami. 
Szarpnęła klamkę, z impetem otworzyła drzwi i już nawet otworzyła usta, aby wystrzelić z salwą niekoniecznie cenzuralnych słów… jednak nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
Pierwsze co rzuciło jej się w oczy, to korytarz zastawiony dziesiątkami świec, które wyznaczały drogę. 
Jednak to wcale nie było aż takie szokujące, bo po chwili jej uwagę skupił na sobie czarny rottweiler, którego w pierwszej sekundzie nie dostrzegła przez blask świec. 
Sierżant – bo tak wabił się pies, siedział dwa metry przed nią, a w pysku trzymał sznureczek, do którego przytwierdzona była kartka. Gdy podeszła bliżej, odebrała ją zwierzęciu i zbadała spojrzeniem. 
Uśmiechnęła się szeroko, gdy odczytała napis na pierwszej stronie. Głosił on: „Jeżeli to czytasz, pogłaszcz Sierżanta w nagrodę. Miesiąc uczyłem go tej sztuczki!”. 
Posłusznie pogłaskała rottweilera, który w odpowiedzi zamachał ogonem, a potem otworzyła pocztówkę. Po przeczytaniu zamieszczonych w niej słów, zapomniała, że jeszcze przed minutą była niewyobrażalnie wściekła. Notka była krótka, ale sprawiła, że jej serce zaczęło topnieć.
„Wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy. Kocham Cię ;) PS. Podążaj w stronę światła!”
Klara ponownie się uśmiechnęła, wyminęła psa, który i tak wiernie za nią podążył i posłusznie ruszyła wolnym krokiem drogą wyznaczoną przez świece. 
Cisza panująca w domu odrobinę ją niepokoiła, ale jednocześnie też przyprawiała o przyjemny dreszczyk emocji. 
Droga jak się okazało prowadziła do salonu, a Klara z każdym przybliżającym ją tam krokiem, czuła, że serce wali jej coraz mocniej. 
Gdy w końcu dotarła do właściwego pomieszczenia, przystanęła w progu zaskoczona, jednak nie potrafiła ukryć uśmiechu wciskającego się jej na usta. 
Salon został odrobinę przemeblowany. Sofa wraz z fotelami została odsunięta pod ściany, a na środku stał jedynie mały stolik do kawy. Po jego obu stronach leżały puchate poduszki i podobnie jak w korytarzu, jedynym źródłem światła były świece porozstawiane na podłodze.
Łukasz, gdy tylko dojrzał brunetkę, podszedł do niej z uśmiechem na ustach i pociągnął za dłoń w kierunku stolika.
– Wiem, że marzy ci się wycieczka do Japonii i obiecuję, że kiedyś cię tam zabiorę, ale póki co, postanowiłem zorganizować ci tu twoją małą, własną Japonię. – Kiedy tylko skończył mówić, Klara rzuciła mu się na szyję i w podziękowani obdarowała go soczystym buziakiem. 
– Jesteś niemożliwy – wyszeptała patrząc mu w oczy.
– Myślałaś, że zapomniałem? – zapytał, po czym się wyszczerzył. 
– Już w głowie układałam opieprz stulecia – przyznała.
Po chwili zasiedli na wygodnych poduszkach, a Klara zaczęła z zachwytem przyglądać się apetycznie przyrządzonemu sushi. Na skraju stolika stał też mały wazonik z kwiatami.
– Skąd ty o tej porze roku wytrzasnąłeś kwiat wiśni? – zapytała zaskoczona.
– Musiałem sprzedać nerkę, ale warto było – zażartował, a Rybarczyk spojrzała na niego z politowaniem. – Po prostu mam swoje źródła – dodał tajemniczo. 
– Postarałeś się, Piszczek – pochwaliła go po chwili, kiedy zaczęli konsumować kolację. – Jeszcze jak powiesz, że sam to zrobiłeś, to nie będę mogła wyjść z podziwu – dodała.
– Gdybym musiał sam się żywić do końca życia, to prawdopodobnie nie umarłbym z głodu, ale bądźmy poważni, to nawet nie leży koło moich umiejętności – przyznał szczerze, na co Klara parsknęła. 
Czas mijał im w zastraszającym tempie. Pochłonięci rozmową dotyczącą tego, co może się zdarzyć w przyszłości, zajadaniem się raz po raz sushi, czy popijaniem wytrawnego wina, kompletnie stracili poczucie czasu. 
– Boże, za dwadzieścia minut północ! – oświadczyła zszokowana brunetka, kiedy pierwszy raz od pojawienia się w domu, sięgnęła po swój telefon. – Muszę na chwilę lecieć na górę – rzuciła, po czym pospiesznie wstała, jednak Łukasz zatrzymał ją.
– Zaczekaj! Mam coś dla ciebie – rzucił.
– Ja dla ciebie też, to zajmie tylko minutkę – obiecała.
– Klara – zaczął proszącym tonem. 
Dziewczyna zmarszczyła zaskoczona brwi, ale posłusznie została.
– Korzystając z okazji, że stoisz, a ja klęczę… – zrobił krótką pauzę, w trakcie której wydobył coś z kieszeni spodni i w trakcie której Klara parsknęła już nie wiadomo który raz tego wieczoru – … chcę ci zadać jedno pytanie – zawiesił teatralnie głos.
Brunetka natychmiast spoważniała, a każdy z jej mięśni się spiął. Czy on…
– Wyjdziesz za mnie? 
Przez chwilę panowała kompletna cisza, w czasie której piłkarz o mało nie dostał zawału serca. Jego ukochana nie spieszyła się z odpowiedzią. 
– Ja… – zaczęła cicho. – Jesteś pewny? – zapytała zaskoczona.
– Pytasz mnie, czy jestem pewny, że chcę się z tobą ożenić? Klęczę przed tobą z pierścionkiem, jakbyś nie zauważyła – dodał z nutką sarkazmu, który stał się dla niego dosyć charakterystyczny po tych wszystkich przeżyciach, jakie zaserwowała mu była żona. 
– Będą o tobie gadać. Zrobią z ciebie tego złego – wyjaśniła swoje obawy.
– Mam to gdzieś. Tylko ty i Sara się dla mnie liczycie – zapewnił. – Więc? – ponaglił ją.
– Oczywiście, że tak! – pisnęła zachwycona, czując, jak łzy napływają jej do oczu, a potem ponownie uklękła zrównując się z ukochanym i przytuliła go z całych sił. 
– Prawie dostałem zawału – przyznał, gdy już pierścionek znalazł się na palcu Rybarczyk.
– Należało ci się za cały dzień trzymania mnie w niepewności – stwierdziła ze śmiechem. – A właśnie, prawie bym zapomniała. Zaczekaj. – Przypomniała sobie nagle o swoim prezencie i popędziła na piętro w celu przyniesienia go dla Łukasza.
Gdy wróciła, bez słowa zawstydzona wręczyła coś na wzór księgi mężczyźnie. 
– Co to? – zapytał zaskoczony.
– Sprawdź – poleciła tajemniczo.
Piszczek posłusznie otworzył książkę i już na pierwszej stronie rzuciło mu się w oczy zdjęcie, które zrobili kilka dni po przeprowadzce Klary. Widniał na nim on sam, brunetka, Sara, a także rottweiler, który wtedy był jeszcze szczeniakiem. Podpisane było słowami „Tu zaczyna się nasza przygoda”. 
Z kolejnymi stronami uśmiech na twarzy mężczyzny stawał się coraz większy. Każda kartka prezentowała inne wydarzenie z ich życia, które zdążyli przeżyć w ciągu ostatniego roku. Ich pierwsze święta razem, pobyt w Polsce, sylwester, mecze, na których Klara kibicowała piłkarzowi, walentynki, jej urodziny, jego urodziny, wspólne wakacje i wiele innych. 
Oprócz zdjęć, Klara pokusiła się o niewybredne komentarza, czy wklejenie jakichś niewielkich pamiątek w postaci pocztówek, biletów lotniczych, czy chociażby liścików, jakie czasami sobie zostawiali na lodówce, gdy mijali się rano.
– To jest genialne – skomentował, nadal będąc w lekkim oszołomieniu, gdy dotarł do końca. 
– To dopiero początek – odpowiedziała tajemniczo, po czym cmoknęła go lekko w policzek.
_________________

Nie wiem czy ktoś tu w ogóle jeszcze zajrzy, ale mimo wszystko wrzucam i liczę, że spodoba się tym, co tu jeszcze zabłądzą :)

Przy okazji należy Wam się kilka słów wyjaśnienia.
1. Jest to drugi bonus. Pierwszy pojawił się kilka miesięcy temu, ale został opublikowany tylko na Wattpadzie.
2. Hunting Season? Już dawno zakończone i w dodatku jeszcze z bonusem. Również na Wattpadzie.
3. Miało być Beautiful Chaos z Marciem Bartrą w roli głównej, które sami wybraliście. Na Wattpadzie jest obecnie już dziesięć rozdziałów :)
4. Dodatkowo opublikowałam Of Beauty And Rage (z Romanem Burkim), a także zaczynam obecnie Taking One For The Team, które będzie w klimatach Hunting Season. 
5. Dodatkowo zabrałam się też za krótkie historie, tak zwane one shoty. Wszystko oczywiście na Wattpadzie.

Nie leniłam się, nie porzuciłam pisania. Po prostu zmieniłam platformę. Dlaczego? Trochę ze mnie pedantka, a po jakimś czasie zaczęłam dostawać szału za każdym razem, jak musiałam po kilkanaście razy naprawiać akapity czy czcionkę. CSS rządzi się swoimi prawami, a na Wattpadzie wystarczy po prostu skopiować i opublikować. Tam nie liczy się szablon bloga, bo takie coś tam nie istnieje. Czytelnicy skupiają się wyłącznie na treści, a ja nie muszę się martwić, że tytuł rozdziału mi przeskakuje, gdy staram się usunąć wcięcie. 

Wiem, że niektórzy czytelnicy z blogspota są ze mną nadal na Wattpadzie, ale jakby ktoś jakimś cudem nie wiedział o moim koncie na tej platformie, a chciałby poczytać resztę mojej twórczości, to zapraszam:
https://www.wattpad.com/user/Inertia8