Take back control and don't let it go, the future is unknown.

24.08.2016

11. „Piłka nożna bywa brutalna”

Już miał przekręcać kluczyk w stacyjce, kiedy rozdzwonił się jego telefon. Postanowił, że wpierw go odbierze, a dopiero potem ruszy w drogę powrotną. Dzwonił Lars. Przez dobre dziesięć minut żalił mu się, ponieważ pokłócił się ze swoją narzeczoną. Sven jednak nie obstał po stronie brata, bo wiedział, że ten sam był winny kłótni. W końcu obrażony gracz Bayeru zakończył rozmowę, a drugi Bender tylko westchnął. Wiedział, że bliźniak i tak zadzwoni do niego jutro i zapomni, że się w ogóle obraził. 
Kiedy rzucił telefon na siedzenie obok, jego wzrok przykuł sweter Klary, którego najwidoczniej zapomniała zabrać. Stwierdził, że w zasadzie to nigdzie mu się nie spieszy, a dziewczyna może na przykład potrzebować ów okrycia jutrzejszego dnia. Wysiadł z samochodu zabierając przy tym sweter należący do dziewczyny oraz udał się do drzwi wejściowych budynku. 
Zdziwił się, bo Klara nie otwierała. Zadzwonił jeszcze trzy razy, ale nadal nie było reakcji. Odszedł kilka kroków od budynku i spojrzał wysoko w poszukiwaniu okien mieszkania Polki. Gdy już je zlokalizował, zauważył, że światła są pozapalane, więc dziewczyna nie mogła zasnąć nagle jak kamień. Zmartwił się, bo pomyślał, że coś mogło jej się stać. Może zasłabła i straciła przytomność? Na powrót rzucił się do drzwi, ale nadal nikt mu nie odpowiadał. Zaczął dzwonić więc do przypadkowych osób i gdy w końcu ktoś się odezwał, wytłumaczył sytuację, a mieszkaniec budynku wpuścił go do środka. Zignorował windę i pognał na odpowiednie piętro schodami przeskakując od razu po trzy stopnie. W końcu dobiegł pod jej drzwi i szarpnął za klamkę. 
***
Czując jego obrzydliwy dotyk, który jeszcze nie tak dawno sprawiał jej przyjemność, szarpnęła się i wyswobodziła z pułapki. Zaczęła cała drżeć z emocji, strachu i Bóg wie czego jeszcze. 
– Jesteś nienormalny! – pisnęła, a do oczu napłynęły jej łzy. Czy on właśnie próbował…?
– Boże, Klara! Przepraszam! – powiedział przerażonym głosem i ruszył w jej kierunku, sam w zasadzie nie wiedząc po co. 
– Nie podchodź! – krzyknęła zapłakana robiąc przy tym trzy kroki w tył. Tak, Leon bywał porywczy, ale nie w ten agresywny sposób. Nigdy nie sprawił swoim zachowaniem, aby się go bała. Do teraz.
– Klarcia, przecież wiesz, że bym cię nie skrzywdził! – Zaczął ją przekonywać na trzy tysiące różnych sposobów, że żadne niebezpieczeństwo z jego strony jej nie zagraża. Polka jednak nie wyglądała na przekonaną. 
– Wynoś się, bo dzwonię na policję – rzekła stanowczo, choć łzy nadal spływały strugami po jej policzkach. 
– Proszę, pozwól mi wyjaśnić! – Zdesperowany uklęknął przed nią, ale ona wykorzystała jego ruch, by zgarnąć swoją torebkę, która leża przy drzwiach. Nie myśląc do końca racjonalnie ruszyła w stronę salonu, poszukując w jej wnętrzu telefonu. Była zmotywowana by zadzwonić po odpowiednie służby, bo wiedziała, że Leon tak po prostu za jej na namową nie wyjdzie. – Co robisz? – zapytał zaskoczony i już był przy niej.
– Nie dotykaj mnie! – krzyknęła jeszcze raz, gdy ten złapał ją za przedramię, w którym trzymała urządzenie. Pilot domyślając się jej zamiarów, wytrącił smartfona z jej ręki i potrząsnął mocno za ramiona.
– Chciałaś nasłać na mnie psy?! – ryknął rozjuszony. Rybarczyk przerażona spojrzała mu w oczy, już kompletnie nie rozumiejąc jego zachowania i dojrzała w nich obłęd. Zwariował, pomyślała, bo to było jedyne wytłumaczenie jego ekstremalnego wahania nastrojów.
***
Drzwi bez oporu się otworzyły, więc Bender wszedł do środka. Od razu jego uwagę przykuły odgłosy szamotaniny dochodzące z salonu, więc czym prędzej się tam udał. Widok jaki tam zastał wprawił go w osłupienie. Klara stała na środku salonu szamocząc się z jakimś facetem. On jej gorączkowo próbował coś powiedzieć, a ona krzyczała, żeby jej nie dotykał i się wynosił.
– Zostaw ją! – ryknął i w oka mgnieniu rzucił się na mężczyznę. 
Leon początkowo nawet nie wiedział co się dzieje, a Sven wykorzystał swoja przewagę i zaczął okładać pilota bez pamięci, zaraz po tym jak odciągnął go od brunetki. Wpadł w jakiś dziki szał, a oprawca Klary nie miał z nim w tym momencie najmniejszych szans.
Rybarczyk gdy tylko zorientowała się co się stało, ruszyła do Bendera, by odciągnąć go od bruneta.
– Sven! Zabijesz go! – zaczęła krzyczeć w obawie, że zaraz może dojść do jeszcze większej tragedii. Po kilku chwilach, kiedy Leon był na granicy przytomności, Niemiec zdołał się opanować i przestał okładać bezbronnego mężczyznę.
– Dzwoń na policję – rozkazał dziewczynie. – Nic ci nie zrobił? – dopytał, choć wstępnie ustalił, że ten typek nie zdążył jej wyrządzić poważnej krzywdy. Miała tylko potargane włosy oraz mocno wymiętoszoną bluzkę, ale poza tym, nie widział innych widocznych śladów tego starcia.
– Wszystko ze mną w porządku – odpowiedziała w miarę przytomnie i wykonała polecenie Bendera. Nawet nie chciała myśleć, co by się mogło stać, gdyby Sven się nie zjawił. 
Leon, gdy oprzytomniał i zobaczył nad sobą rozjuszonego blondyna, stwierdził, że jakakolwiek walka z nim skończyłaby się jego porażką, więc tylko podniósł się na łokciach i przesunął w kierunku kanapy, o którą oparł się plecami. 
Patrol policji musiał być w pobliżu, bo nie minęło nawet pięć minut jak się pojawili. Zakuli pilota w kajdanki, a Klarze i Svenowi kazali dojechać na komisariat w celu złożenia zeznań. Ci tak też postąpili. Rybarczyk założyła na siebie nowe ubrania i pod obstawą Bendera dotarła we wskazane miejsce. 
Przesłuchanie nie trwało długo, bo kobieta przytomnie i rzeczowo odpowiadała na pytania zadawane przez funkcjonariuszy. Dowiedziała się, że Leon zostanie przekazany odpowiednim organom, ponieważ był pilotem wojskowym i nie obejmowała go jurysdykcja dla zwyczajnych cywili. Brunetka zdziwiła się po otrzymaniu tej informacji, ponieważ mężczyzna nie popełnił przestępstwa będąc na służbie i nie rozumiała dlaczego miał odpowiadać przed sądem wojskowym, ale uprzejmy policjant zdradził jej w sekrecie, że Leon przebywał na terytorium Niemiec bez zgody przełożonego, a to oznaczało, że był zwykłym dezerterem. Do tego wszystkiego doszło jeszcze włamanie oraz czynna napaść.
– Nocuję dzisiaj u ciebie, masz zepsute zamki, a ja muszę mieć na ciebie oko – zadeklarował Sven, po opuszczeniu komisariatu, a brunetka nie wyraziła sprzeciwu. Mogła mu grozić odpowiedzialność karna za pobicie, ale Leon odmówił składania obciążających Niemca zeznań. To było do niego niepodobne, bo Klara była prawie pewna, że zechce  przysporzyć problemów blondynowi, jednak najwidoczniej wykrzesał z siebie resztki człowieczeństwa i zrozumiał, że zasłużył na to, co dostał. 
– Dziękuję – wyszeptała, gdy byli już przy jego samochodzie. 
– Daj spokój, nie masz za co dziękować – odpowiedział.
– Owszem mam, gdybyś się nie zjawił… – zaczęła, ale Bender jej przerwał.
– Ale się zjawiłem, jesteś już bezpieczna. – Otworzył jej drzwi od strony pasażera, a potem obszedł auto i wsiadł od strony kierowcy.
– Po co w ogóle przyszedłeś? – Zreflektowała po kilkunastu minutach ciszy, kiedy przemierzali ulice Dortmundu.
– Zadzwonił Lars, więc wstrzymałem się z odjazdem, a potem zauważyłem, że zapomniałaś zabrać swój sweter, więc postanowiłem, że skoro jeszcze jestem, to ci go oddam – wytłumaczył jej w skrócie.
Reszta drogi minęła im już w ciszy, pomijając to, że blondyn co kilka minut pytał dziewczynę, czy aby na pewno dobrze się czuje, czy nic jej nie jest i czy niczego nie potrzebuje. Ta za każdym razem musiała go upewniać, że wszystko z nią porządku i dziękowała za to, że się o nią troszczy. Gdy dotarli do mieszkania, pobieżnie je posprzątali, ponieważ Leon zostawił po sobie niemały bałagan, jednak nic szczególnie nie ucierpiało, poza samą gospodynią, a raczej jej godnością.
Urządziła gościowi posłanie na kanapie i poszła pod prysznic. Czuła potrzebę zmycia z siebie dotyku byłego narzeczonego. Może nadal była w jakimś rodzaju szoku i dopiero jutro miało do niej dotrzeć co się stało, ale póki co naprawdę dzielnie to znosiła. Nie małą zasługę miał w tym Sven, który zjawił się idealnie na czas.
Ubrana w zwykły bawełniany t–shirt oraz dresowe spodenki opuściła łazienkę i zajrzała do salonu. Pomocnik jakby na nią czekał, bo gdy tylko się zjawiła, wstał.
– Wszystko w porządku? – zapytał po raz setny.
– Tak. Naprawdę nie masz się czym przejmować. Chciałam ci tylko życzyć dobrej nocy – odpowiedziała siląc się na uśmiech. 
Chłopak przytaknął tylko, również życzył jej dobrej nocy i spoczął na kanapie, gdy brunetka zniknęła za drzwiami swojej sypialni. Wydawała się znosić to bardzo dzielnie, jednak obawiał się, że to tylko taka gra pozorów. Nie chciał nawet dopuszczać do siebie myśli, co by mogło się stać, gdyby Klara nie zapomniała o swetrze, a Lars akurat nie zadzwonił. Przegonił przerażające wizje i spróbował zasnąć, choć nie było to łatwe. 

Dortmund, 8 października 2014
Choć trening rozpoczynał się o dziewiątej, wstał o szóstej i pół godziny później opuścił dom. Był dopiero piątek, a Dorota miała się wynieść w niedzielę. 
Gdy wrócił wczoraj od Błaszczykowskich, mało co nie dostał zawału. Jego piękny dom wyglądał jakby przeszedł po nim huragan. Ze względu na późną porę, na szczęście nie spotkał już ani kuzynki swojej żony, ani jej dzieci, gdyż już spali. Musiał poważnie porozmawiać z Ewą. Od Doroty nie można było wymagać, by szanowała jego własność, skoro nie potrafiła nawet uszanować swojej, ale jego żona powinna jej zwrócić uwagę, że w ich domu panują zgoła inne zasady. Ściany z pewnością nie służyły temu, by przejawiać na nich swoje wizje artystyczne, a kanapa nie była trampoliną. 
Zjadł na mieście śniadanie oraz wypił kawę, pokręcił się jeszcze trochę po ulicach Dortmundu, aż w końcu dotarł na stadion treningowy niemal godzinę przed czasem planowanego treningu. Jako, że pojawił się tam pierwszy, wyszedł na murawę i zaczął od lekkiej rozgrzewki. 
Po około dwudziestu minutach pojawił się kolejny piłkarz i jak się okazało był nim Sven. Piszczek machnął mu ręką z daleka, ale tamten nie odwzajemnił gestu. Może po prostu go nie zauważył? Wzruszył ramionami i udał się do jednego z kojców stojącego nieopodal oraz wziął jedną z piłek. Kopiąc ją po ziemi, zbliżył się do rozciągającego się Bendera i wyciągnął do niego rękę. Niemiec odwzajemnił uścisk, ale nawet nie obdarzył obrońcy spojrzeniem. 
– Wstałeś dzisiaj lewą nogą? – zapytał półżartem Łukasz. 
– Można tak powiedzieć – bąknął pomocnik, po czym oddalił się od Piszczka pod pretekstem, że zapomniał czegoś z szatni. Blondyn ponownie wzruszył ramionami i niewiele przejmując się humorem klubowego kolegi, zaczął oddawać strzały na bramkę. 
Po kolejnych dziesięciu minutach zaczęli pojawiać się inni zawodnicy. Między innymi Mats, który jak zwykle był skory do wygłupów i już na starcie wskoczył na plecy Polaka. Niedługo po tym utworzyli pewnego rodzaju grupkę, w której zaczęli plotkować. Sven też do nich dołączył, jednak był dziwnie cichy, co nie uszło uwadze innych.
– Bender, co ty taki nie swój dzisiaj? – zaczepił go w pewnym momencie Marco.
– Nie mogę mieć gorszego dnia? – warknął patrząc wyzywająco w stronę kolegi.
– No możesz, możesz. Zapytać już nie wolno? – Reus uniósł dłonie w geście poddania. 
– Może ma problemy ze swoją Polką? – zażartował Łukasz nie mając pojęcia, jak rozjuszy za moment tym stwierdzeniem Svena.
– Nie powinno cię to obchodzić – syknął, a jego spojrzenie gdyby tylko miało taką moc, z pewnością zabiło by obrońcę. Pokręcił tylko głową i odszedł od zdezorientowanej grupy piłkarzy.
– O co ci chodzi? – Łukasz nie dał za wygraną i podążył za pomocnikiem, aż do szatni. Też już zaczął tracić cierpliwość. Każdy mógł mieć gorszy dzień, ale to nie oznaczało, że pozwoli na to, by być workiem treningowym. 
– Nie twój interes – powiedział, nawet nie patrząc na drugiego mężczyznę.
– Najwyraźniej mój, bo widzę, że masz ze mną jakiś problem – rzucił Piszczek i szarpnął Bendera za ramię, zmuszając go, by na niego spojrzał. Ten wyrwał je natychmiast i jeszcze bardziej wściekły odpowiedział.
– Zawsze myślałem, że jesteś w porządku, ale jak widać, nie ma już na tym świecie dobrych ludzi.
– Co ty pieprzysz? Naćpałeś się czegoś? – zapytał totalnie zdezorientowany obrońca.
– Wkrótce się dowiesz – rzucił Bender i wyminął drugiego piłkarza, uderzając jeszcze prowokująco swoim ramieniem o jego.
– Co mu odwaliło? – Dopiero teraz uwagę Łukasza przykuł Kuba. Z tego całego napięcia, nawet nie zauważyli, że w szatni jest jeszcze ktoś poza nimi.
– Chciałbym to wiedzieć – odpowiedział kompletnie osłupiony zachowaniem kolegi.  
Wyszli razem z Błaszczykowskim z szatni i z powrotem udali się na murawę. Kiedy zjawili się już wszyscy zawodnicy oraz trener, zaczęli właściwy trening. 
Tuż na sam koniec zorganizowali sparing. Po tym jak podzielili się na drużyny, zaczął się mecz. Łukasz i Sven byli w przeciwnych drużynach, ale ze względu na ich pozycje, często dochodziło między nimi do kontaktu. 
W pewnym momencie, gdy Piszczek był pod polem karnym rywali, wychwycił wzrokiem nadbiegającego Marco i już miał mu dośrodkować, kiedy poczuł w kostce przeszywający ból i wywrócił się na trawę, nieświadomy tego co zaszło.
– Bender, czyś ty zgłupiał do reszty?! – Wściekły Klopp wbiegł na pole gry i ruszył do zwijającego się z bólu Polaka. Zaraz zanim biegł też medyk. – Co ci strzeliło do tego pustego łba, żeby kontuzjować najlepszego obrońcę przed meczem z Bayernem?! – krzyczał na pomocnika, ale ten wydawał się niezbyt przejmować tym faktem. Piszczek sobie na to zasłużył.
Ten nieszczęśliwy obrót zdarzeń spowodował wcześniejsze zakończenie treningu. Łukaszem natychmiast zajęli się fachowcy, oceniając stan jego kostki. Wstępnie stwierdzili, że wypadek tylko tak groźnie wyglądał i staw nie był skręcony. Mimo wszystko piłkarz musiał przejść szczegółowe badania, a jego wystąpienie w meczu z Bayernem stało póki co pod znakiem zapytania. 
*** 
Obudził się dziś w wyjątkowo podłym humorze. W zasadzie to mało spał, a to dodatkowo go nakręcało. Nie rozumiał czemu takie rzeczy dzieją się takiej kobiecie jak Klara. Była w jego mniemaniu idealna, a przytrafiało jej się to co najgorsze. Pomijając już wczorajszą sytuację, pozostawała jeszcze kwestia tego głupiego Piszczka. Zawsze myślał o nim, jako o porządnym gościu, który dba o rodzinę, na boisku robi swoje i jest zawsze skory do pomocy. Tymczasem okazało się, że jest świnią taką jak inni. Nie rozumiał jak mógł zostawić Klarę na rzecz swojej obecnej żony. Co prawda Ewy nie znał za dobrze, bo widział ją tylko kilka razy, ale nie wyróżniała się niczym szczególnym. Nie była ani zbytnio rozmowna, ani jakoś szczególnie zabawna, czy błyskotliwa. Z urodą Rybarczyk też nie miała się co równać. 
Gdy tylko zobaczył go na boisku, krew od razu zaczęła buzować mu w żyłach. Musiał się powstrzymywać ze wszystkich sił, aby mu nie przywalić. Kiedy zaczęli sparing, już po prostu nie mógł się zahamować. Gdy Piszczek chciał dośrodkować, mimowolnie wjechał mu w nogi zdecydowanie brutalniej, niż było to konieczne. Było to idiotyczne posunięcie patrząc na dobro drużyny, ale chociaż miał satysfakcję z tego, że w jakimś stopniu ukarał go za to, co zrobił Klarze. Kiedy dziewczyna cierpiała, ten pocieszał się Ewką, więc teraz pora odwrócić ich role. Gdzieś w jego podświadomości pojawiła się myśl, że to strasznie dziecinne i nierozważne z jego strony, ale zagłuszył ją. 
Po tym wyjątkowo nieudanym treningu oraz reprymendzie jaką dostał od Kloppa, ponownie udał się do mieszkania Klary. W tym czasie odpowiednia ekipa miała jej zamontować solidne zamki oraz ogólnie wzmocnić zabezpieczenia w drzwiach.
Po dziesięciu minutach parkował już na odpowiedniej ulicy. 
– Wygląda solidnie – stwierdził, kiedy dostał się do mieszkania Polki i oglądał jej drzwi.
– Podobno, żeby wejść do tego mieszkania bez kluczy, trzeba zburzyć całą ścianę, bo inaczej nie da rady – powiedziała mu to, co usłyszała od ekipy montującej. 
– Oby. 
– Jesteś głody? – zapytała go.
– Nie, dzięki. Będę się zbierał, pewnie i tak masz mnie dość. Chciałem po prostu sprawdzić co z tymi zamkami – rzucił.
– Żaden problem, ale jak wolisz. 
– Jakbyś czegoś potrzebowała, to dzwoń – powiedział i uściskał dziewczynę na pożegnanie. – Ach, zapomniałbym. Piszczkiem się nie przejmuj. Nie sądzę, by pojawił się na balu – dodał na odchodnym.
– Co masz na myśli? – zaciekawiła się brunetka. 
– Powiedzmy, że miał dzisiaj mały wypadek… – stwierdził tajemniczo.
– Sven, co zrobiłeś? – zapytała lekko się denerwując. Zaczęło do niej docierać, że może jednak nic mu nie powinna była mówić. Wszystko wskazywało na to, że był to zły pomysł.
– Piłka nożna bywa brutalna. – Puścił jej tylko oczko i zniknął bez jakiegokolwiek sensownego wytłumaczenia. Co to do cholery miało znaczyć? 
Wszystko szło nie tak jak trzeba. Przecież nie chciała wprowadzać jakiegoś zamętu w ich drużynie. Chciała uniknąć tylko niezręcznej sytuacji, a wyglądało na to, że popsuła relacje między piłkarzami, a to z kolei mogło wpłynąć na ich grę. 
Jako że w nocy nie mogła spać, zmęczenie dopadło ją teraz. Postanowiła więc, że chwilę się zdrzemnie, nim przyjdzie do niej Celina. Okazało się, że jej drzemka nie należała jednak do udanych, bo ciągle gdzieś w jej myślach obijało się tajemnicze stwierdzenie Bendera.


___________

Wszystko się wyjaśniło, Klara ocalona ;)
A tak na poważnie, chyba żadna z was nie sądziła, że coś jej się stanie? :D
Ja osobiście mogłabym pociągnąć historię w kierunku zgwałcenia, ale żeby potem to odkręcić i utrzymać jakieś pozory realności (tak, to tylko ff i nic tu nie jest realne, ale wiecie o co mi chodzi :D) to musiałabym przez dziesięć rozdziałów opisywać odczucia Klary i ogólnie zrobiłaby się z tego straszna zamuła, a jednak to nie ma być taka historia. Ta scena z Leonem miała coś innego na celu, ale o tym dowiecie się później. 
I co ten Sven? Czy wy też macie wrażenie, że swój bohaterski czyn splamił niejako dziecinnym zachowaniem względem Łukasza? Ach ci faceci ;)
Jako ciekawostkę mogę dodać, że to jak do tej pory najdłuższy rozdział, bo zajął mi pięć stron w Wordzie (standardowo jest to cztery-cztery i pół).

Z rzeczy organizacyjnych:
1. Tak, wiem, że dziś środa, a nie czwartek, ale jutro wyjeżdżam na mini wakacje (znowu xD) i stąd rozdział  dzień wcześniej, a skoro już o tym mówię to:
2. Nie spodziewajcie się mnie na waszych blogach do poniedziałku, bo przez wyjazd nie będę miała łączności ze światem. Także zakładka SPAM stoi otworem, ale ja osobiście zajrzę tam w poniedziałek ;)
3. Czy byłybyście zainteresowane... nową historią? ;) Nie? Przejdźcie do następnego punktu. Tak? To mam dla was małą niespodziankę, ale żeby już się nie rozpisywać, to pozostaje mi tylko zaprosić was >>TUTAJ<<. Wszystkie informacje znajdziecie na miejscu ;)
4. DZIĘKUJĘ ZA TYLE KOMENTARZY! <3 
Jesteście niesamowite i z rozdziału na rozdział bijecie rekord. Piszę to pod każdym rozdziałem, ale wierzcie mi, że to naprawdę wiele dla mnie znaczy <3 

Wystarczy, bo coś ostatnio za dużo mam do powiedzenia pod notkami :D 
Chociaż. Jeżeli któraś z was wytrwała aż do tego momentu to nagroda się należy nie? A więc taki tyci hint dla was za wytrwałość: Piszczu i Klara spotkają się już w kolejnym rozdziale :)
Teraz już serio wystarczy, ściskam was z całych sił, zachęcam do pozostawienia po sobie śladu w postaci komentarza, a dwunastka już standardowo w przyszły czwartek ;*