7 lip 2016

1. "Historia lubi się powtarzać"

Dortmund, 12 września 2014
Dwudziestoośmioletnia kobieta siedziała właśnie na pokładzie samolotu lecącego z Warszawy do Dortmundu. W uszach miała słuchawki i starała się zrelaksować. Szczytem relaksu w danej sytuacji był brak paniki. Szło jej całkiem nieźle. Szczerze nienawidziła latać i robiła to tylko, gdy nie miała innego wyjścia. Tak jak teraz, gdy szef zafundował jej bilet i czuła, że odmowa była nie na miejscu.
Od czterech lat była uznanym meteorologiem i pracowała w bazie lotniczej, gdzie jej zadaniem było prognozowanie pogody dla pilotów lotniska wojskowego.
 Jednak gdy dwa miesiące temu przyłapała swojego narzeczonego na zdradzie ze znienawidzoną sekretarką dowódcy jej oddziału, jej życie legło w gruzach i nic już nie trzymało w Polsce. Miała wrażenie, że straciła tutaj wszystko. Zaczynając od nastoletniej miłości i kończąc na rodzicach. Dlatego nie zastanawiała się dwa razy nad odpowiedzią, gdy szef zaproponował jej nową umowę na zupełnie innych warunkach. Jednym z nich była przeprowadzka do sąsiedniego kraju. Gdy dowiedziała się, że chodzi o Dortmund to jej entuzjazm odrobinę przygasł. Doskonale wiedziała jak potoczyła się kariera Łukasza i że ostatecznie wziął ślub z Ewką i mieli córkę. Ten sukinsyn nie dawał o sobie zapomnieć nawet po tylu latach.
Odetchnęła z widoczną ulgą, kiedy po udanym lądowaniu mogła już opuścić pokład tej przeklętej maszyny. Co prawda lot był najspokojniejszy jakiego kiedykolwiek doświadczyła, ale to nie znaczyło iż zapała miłością do tych ogromnych blaszanych bandur.
Zabrała swoją wielką, wypchaną po brzegi walizkę i ruszyła na poszukiwanie swojego przewodnika. Szef obiecał, że „ktoś się nią zajmie”.
Nie przeszła pięciu metrów, gdy usłyszała:
- Klara? Klara Rybarczyk? – Jej uszu doszedł kobiecy głos. Odwróciła się natychmiast.
To nie mogło się dziać naprawdę! Jeszcze przed wylotem analizowała jakie jest prawdopodobieństwo, że spotka któregokolwiek z Piszczków w Dortmundzie i doszła do wniosku, że to praktycznie niemożliwe! No ale trzeba mieć jej szczęście…
- Znamy się? – Udała głupią i popatrzyła na Ewę zdziwiona.
- Ewa Piszczek, pamiętasz mnie? Chodziłyśmy razem do szkoły. Miałam wtedy na nazwisko… – Brunetka uśmiechała się promiennie.
 „Jak mogłabym zapomnieć?! Odbiłaś mi chłopaka suko!”, tego Klara nie odważyła się wypowiedzieć na głos, zamiast tego, przerwała jej:
- Faktycznie, już pamiętam. Co u ciebie? – zapytała z grzeczności.
- Wszystko w jak najlepszym porządku. Mieszkamy sobie tutaj z Łukaszem. On zajmuje się karierą, a ja wychowuje nasza córeczkę. No ale co ty robisz w Dortmundzie? – Ewka albo była tak głupia i nie widziała nic niestosownego w tym, że nie powinna przechwalać się, że odbiła faceta dziewczynie w rozmowie z tą dziewczyną, albo była tak wredna i ponikła, że sprawiało jej to przyjemność lub też po prostu jakimś cudem zapomniała, że zniszczyła uczcie rodzące się pomiędzy Piszczkiem i Klarą.
- Praca – odpowiedziała rzeczowo i uśmiechnęła się tak sztucznie, że nawet pięcioletnie dziecko byłoby w stanie to rozszyfrować. Ale nie Ewka. Rybarczyk po kilku sekundach rozmowy z nią doszła do wniosku, że ta niezbyt się zmieniła. Pani Piszczek zawsze popadała ze skrajności w skrajność. Raz zachowywała się jak bezmózga idiotka, innym razem wykazywała się ponadprzeciętnym sprytem. Teraz gadała z tą głupszą wersją Ewki.
- O proszę, jaki ten świat mały. Musimy się jeszcze kiedyś koniecznie spotkać! – kobieta się zapędziła, co przyprawiło Klarę o palpitacje serca. Nie miała zamiaru już jej nigdy więcej widzieć! Czy nie daj boże Łukasza!
- Wiesz, teraz nie mam czasu. Muszę odnaleźć się w nowym środowisku i pokazać, że jestem kompetentna na swoje stanowisko. Muszę już uciekać. W razie czego odezwę się! – wyrzuciła na jednym oddechu i odeszła pospiesznie, nim druga kobieta zechciałaby się wymienić numerami telefonów czy czymś takim.
- Mam nadzieję! Łukasz się ucieszy! – Piszczek zawołała jeszcze do pleców o głowę wyższej kobiety, po czym triumfalnie się uśmiechnęła i poszła w swoją stronę. Oczywiście nie miała najmniejszego zamiaru wspominać mężowi o tym spotkaniu.
***
Siedział nad kubkiem parującej kawy i rozmasowywał skronie przymykając przy tym oczy. Czuł się jakby miał właśnie kaca stulecia, ale okropny ból głowy i ogólna niedyspozycja była tylko efektem nieprzespanej nocy.
Sara grzecznie konsumowała swoją kanapkę i popijała kakao. Gdy skończyła, podziękowała za śniadanie siedzącemu naprzeciwko ojcu, po czym poczłapała do łazienki umyć swoje ząbki. Była tylko czterolatką, ale jak to dziecko, wyczuwała, że jej tata jest wyraźnie czymś zasmucony.
W ciszy pomógł córce wyszykować się do końca, po czym wsadził ją na tylnie siedzenie swojego samochodu i odwiózł małą do przedszkola.
Ewka miała niedługo wrócić, ale nie chciała by po nią wyjeżdżał, więc postanowił zaczekać w domu. Dzięki bogu nie miał dzisiaj treningu, bo nie był  zdolny do żadnego wysiłku.       
Gdy już wrócił, pozaciągał w sypialni wszystkie zasłony i w półmroku wrócił do łóżka. Nie chciał spać, ale był zbyt wycieńczony po nocy. Nasilający się ból głowy niczego nie ułatwiał.
Te sny wracały do niego jak bumerang w najmniej oczekiwanym momencie. Znowu śniła mu się Klara… nie było to przyjemne doświadczenie. Budził się co chwila i nie mógł z powrotem zasnąć, a gdy już mu się to udało, z powrotem zaczynał się koszmar. Niby nic takiego strasznego, ale w jego snach Rybarczyk ciągle płakała, a on miał niewyobrażalne wyrzuty sumienia, bo wiedział, że to jego wina. Nawet tłumaczenie sobie, że to było dziesięć lat temu i dziewczyna pewnie już o nim dawno zapomniała nie pomagało. Być może przeżywał to tak bardzo, ponieważ był to jedyny raz gdy kogoś skrzywdził.
Przez te dziesięć lat słuch o Klarze zaginął. Kiedy zerwał z nią, widywał ją jeszcze przez dwa miesiące na szkolnym korytarzu, ale ta unikała go jak ognia. Po maturze zniknęła. Od jej sąsiadów dowiedział się jedynie, że Rybarczykowie wrócili na Podlasie, skąd pochodzili.
Czasami zastanawiał się co u niej. Czy ułożyła sobie życie tak jak on? Miała męża? Dzieci? Spełniła swoje marzenie o studiowaniu geografii? Był cholernie ciekawy czy po takim czasie nadal nosiła długie w pas, niemal czarne włosy, których zazdrościła jej co druga dziewczyna w szkole. Sam miał do nich straszną słabość.
Nie wiedzieć kiedy przysnął, jednak nie na długo, bo Ewka, która właśnie wróciła z lotniska urządziła mu niezbyt przyjemną pobudkę.
- Prawie południe, a ty jeszcze śpisz?! – Wpadła z wrzaskiem do sypialni, rozsuwając z impetem zasłony.
- Możesz nie krzyczeć? Głowa mi pęka… - powiedział spokojnie, co w gruncie rzeczy tylko rozwścieczyło jego żonę.
- No proszę! Nie ma mnie raptem dwa dni, a Ty już balujesz?! Kto się opiekował  w tym czasie Sarą?! W ogóle gdzie ona jest?!
- W przedszkolu, a gdzie ma niby być? I już nawet nie ma mnie prawa boleć głowa bez powodu? Przez te dwa dni nawet nie wyszedłem z domu, nie licząc wczorajszego treningu… - zaczął się tłumaczyć, ale widząc minę żony tylko westchnął zrezygnowany. Znowu szykowała się kłótnia z byle powodu.
- Nie kłam! Jestem przekonana że byłeś ze swoimi koleżkami na imprezie i pewnie zabawiałeś się z jakimiś panienkami! – wykrzyczała w złości otwierając walizkę, celem rozpakowania jej. Dodatkowo przypomniała sobie kogo spotkała na lotnisku, a to tylko spotęgowało jej i tak podły nastrój. Czego ta cholerna Rybarczyk tu szukała? Na pewno będzie się kręcić koło Łukasza. Dowiedziała się, że ten zarabia niezłą kasę i postanowiła jej go odbić.
- Czy ty siebie słyszysz? Ewka ochłoń, bo widzę, że na siłę szukasz zaczepki. – Piszczek podniósł się z łóżka i opuścił sypialnię. Słyszał za sobą jeszcze wrzaski żony, ale nie miał zamiaru dać się tak bezpodstawnie oskarżać. Nie wiedział skąd Ewa bierze takie pomysły, bo co jak co, ale powodu do zazdrości to on jej nigdy nie dał.
Takie kłótnie w ostatnim miesiącu były na porządku dziennym. Ewa czepiała się go bez powodu i kontrolowała na każdym kroku. Często też gdzieś emigrowała, raz zabierając ze sobą Sarę, a raz zostawiając ją jemu. Nie miał pojęcia co się popsuło i dlaczego kobieta tak diametralnie zmieniła swoje zachowanie na przełomie ostatniego miesiąca.
Postanowił, że wcześniej odbierze Sarę i wynagrodzi jej swoje ranne zachowanie. W zasadzie głowa nadal mu pękała, ale czuł się winny, że nie okazał swojej córce miłości tak jak zazwyczaj. Może zabierze ją do zoo i na jakiś deser? Tak, to chyba dobry pomysł. A wieczorem może uda mu się udobruchać Ewkę i wyciągnąć ją na spacer.
***
Wieczorna przechadzka ulicami Dortmundu to był jednak zły pomysł. Już po kilkunastu minutach zgubiła się. Wiedziała, że orientacja w terenie zawsze była jej zmorą, no ale do tego stopnia żeby zgubić się na prostej ulicy?! Rybarczyk była jednak jedyna w swoim rodzaju i reprezentowała mnóstwo sprzeczności. Jak chociażby to, że nienawidziła latać, a pracowała na lotnisku, czy to, że geografię miała w jednym paluszku, na mapie potrafiła wskazać każde miasto, a w rzeczywistości wystarczyło ją zakręcić kilka razy wokół własnej osi, by miała problem ze zidentyfikowaniem właściwej drogi.
Po męczącym rozpakowywaniu swoich bagaży (których większość przyleciała drugim samolotem) stwierdziła, że musi się przewietrzyć. I tak gdy zapadł już zmrok, zarzuciła na siebie jedynie cienki sweterek (było niezwykle ciepło jak na wrzesień) i ruszyła rozglądając się ciekawsko we wszystkie strony. Po paru minutach zorientowała się, że nazwy ulic (które wcześniej prześledziła w Internecie) są jej kompletnie obce.
Stwierdziła jednak, że bardziej zgubić się nie może i postanowiła jeszcze trochę pospacerować. Pogoda dopisywała, a i Dortmund okazał się być pięknym miastem. Gdy po dwóch godzinach nadal nie wiedziała gdzie jest i była nieco zmęczona, postanowiła po prostu zapytać przypadkową osobę o drogę. I tak właśnie przed kwiaciarnią dostrzegła mężczyznę, który oglądał kolorowe kompozycje kwiatów. Odchrząknęła cicho, by jej głos zabrzmiał pewnie, po czym zapytała płynnie po niemiecku, podchodząc do blondyna, który stał odwrócony do niej plecami.
- Przepraszam, czy mógłby mi pan wytłumaczyć gdzie znajduje się ulica… - zamilkła, gdy mężczyzna odwrócił się do niej. Zamrugała zszokowana jak to miała w zwyczaju w takich sytuacjach i wpatrywała się dużymi oczami w chłopaka.
Jak to możliwe do cholery? Jak?! Chciała uciec od przeszłości, a w przeciągu kilku godzin spotkała jedyne dwie osoby, których spotkać nie chciała… Jeszcze brakowało tylko jej byłego narzeczonego.
 - Klara…? To naprawdę ty? – Usłyszała tak dobrze znany jej głos. Jednak teraz bardziej stanowczy i męski niż przed dziesięciu laty. Dopiero teraz zrozumiała co tak naprawdę znaczy powiedzenie, że „historia lubi się powtarzać”.
- Łukasz… - wyszeptała, a w jej głowie zaświtała pustka. Jeżeli kiedykolwiek wyobrażała sobie scenariusz ponownego spotkania Piszczka, to właśnie wszystko zapomniała. Ogarnął ją kompletny chaos. Wystarczyło jedno spojrzenie tych jego niebieskich oczu…

Zabrze, 4 września 2002
 „Biblioteka jest na trzecim piętrze”, przedrzeźniła w myślach swoją nową wychowawczynię, za tę jakże pomocną wskazówkę. Po ilości przebytych schodów miała wrażenie, że jest co najmniej na dziesiątym…
 Będzie musiała kogoś zapytać, gdzie znajduje się te przeklęte pomieszczenie. Chciała wypożyczyć lekturę i jakiś porządny atlas świata. Co prawda miała ich całe stosy w domu, ale w każdym potrafiła znaleźć nowe informacje.
Była przerwa pomiędzy siódmą, a ósmą lekcją i szkoła dosyć opustoszała, więc mogła zapytać albo dwóch dziewczyn, które gdy tylko ją zauważyły, zaczęły coś szeptać między sobą, albo grupki uchachanych chłopaków, którzy okupowali szkolny sklepik. Gdy już miała wybrać mniejsze zło, czyli dziewczyny (które zapewne obgadywały właśnie ją), w kącie korytarza dostrzegła samotną postać, która kartkowała jakiś zeszyt. Niewiele myśląc postanowiła zapytać tego właśnie chłopaka.
 - Hej, zastanawiałam się, czy mógłbyś mi wytłumaczyć, gdzie znajduje się biblioteka? Jestem tu nowa i nie za bardzo jeszcze ogarniam… - zagadała uśmiechając się niepewnie.
Podniósł głowę znad zeszytu słysząc dziewczęcy głos i przeszedł go jakiś prąd pod wpływem wpatrujących się w niego dużych, niebieskich oczu.
- Chyba trafiłaś. – Uśmiechnął się przeuroczo w mniemaniu Klary, mrużąc przy tym oczy i wskazał palcem na drzwi, obok których wcześniej siedział, a teraz już stał.
- Och – wyrwało się dziewczynie. Zachichotała zawstydzona i ruszyła do drzwi.
- Pomóc ci w poszukiwaniach? – zapytał w ostatniej chwili sam dziwiąc się temu niespodziewanemu przypływowi odwagi. Nie miał w zwyczaju tak po prostu zagadywać do dziewczyn.
- Jeżeli nie masz nic lepszego do roboty to chętnie. Pewnie i tak bym się zgubiła między regałami. – Klara uśmiechnęła się słodko i razem weszli do pomieszczenia.
- Jak widzisz są raptem dwa regały, nie zgubiłabyś się – zaczął, kiedy już byli w środku.
- Nie znasz moich możliwości… - odpowiedziała poważnie zerkając na chłopaka, ale po chwili uśmiechnęła się do niego.
- To czego szukasz? – zapytał wkładając ręce w kieszenie spodni. Denerwował się i nie za bardzo wiedział jak się zachować w towarzystwie nowo poznanej dziewczyny. Oprócz magnetycznych oczu, jego uwagę przykuły także jej piękne, długie do pasa, niemal czarne włosy, których miał ochotę dotknąć.
- Przede wszystkim Makbeta. Zajrzałabym też na dział z materiałami do geografii – wytłumaczyła spoglądając na niego. To był jej pierwszy dzień w nowej szkole i jeszcze nie zdążyła nikogo zapoznać. Nawiązywanie nowych znajomości przychodziło jej z trudnością, ale pomimo iż znała tego chłopaka zaledwie kilka minut, poczuła do niego dziwną sympatię.
Łukasz zgarnął z półki interesującą dziewczynę książkę, po czym udał się do regału zapełnionego pomocami naukowymi do geografii.
- To tu, mam nadzieję że znajdziesz coś dla siebie – dodał tylko i wrócił do przypatrywania się brunetce.
Klara przez moment patrzyła w skupieniu na grzbiety książęk, po czym stanęła na palcach i sięgnęła po najgrubszy i zdecydowanie największy atlas, w jaki była wyposażona biblioteka. Jednak to nie było takie łatwe jak się mogło na początku wydawać. Atlas siedział zaklinowany pomiędzy innymi, co nie pomagało w jego wydobyciu.
- Może ci pomogę. – Łukasz ruszył by uratować damę z opresji, ale ta szybko odmówiła.
- Nie trzeba! Poradzę sobie. – Powstrzymała chłopaka przed pomocą i wróciła do siłowania się z potężną księgą.
Blondyn nie miał jednak zamiaru patrzeć na tę nierówną walkę i pomimo wszystko się wtrącił.
- Lepiej jednak ci pomogę – postanowił i wyciągnął rękę w kierunku książki. Pech chciał, że Klara dokładnie w tym momencie zdołała wydostać atlas, jednak ten okazał się zbyt ciężki by utrzymać go jedną ręką, więc wypuściła swoją zdobycz, a ta runęła na podłogę robiąc ogromny hałas i powodując, że aż podniósł się kurz, z jak się okazało dawno nie sprzątanej wykładziny.
Przez kilka sekund patrzyli to na siebie, to na atlas, aż w końcu parsknęli śmiechem jak na zawołanie. Synchronicznie schylili się by  podnieść książkę, przez co ich dłonie na ułamek sekundy się zetknęły. Przez ciało Klary przeszedł dreszcz. Już w tamtym momencie poczuła, że blondyn stanie się ważną częścią jej życia.
- Jestem Łukasz – chłopak odezwał się, przerywając budujące się między nimi napięcie.
- Klara – odpowiedziała uśmiechając się nieśmiało.


__________

Tak oto prezentuje się rozdział pierwszy. Jestem strasznie ciekawa waszego zdania, więc zachęcam do podzielenia się opinią w komentarzach ;) Ach i serdecznie dziękuję za komentarze pod prologiem, bo uwierzcie, że nie ma większej motywacji do pisania niż wasze pochlebne opinie ;)
Jak myślicie, co zrobi Klara po tym nieoczekiwanym spotkaniu Piszczka? 


Ze spraw organizacyjnych: jak widać akcja działa się na przestrzeni kilku okresów i mogę wam zdradzić, że od czasu do czasu będą się pojawiały takie "throwbacki", by w pełni wyjaśnić niektóre kwestie. Rozdziały będą pojawiały się co trzy dni, a data będzie podana w ramce "Nowy rozdział". Kolejny zatem pojawi się w niedzielę ;)

10 komentarzy:

  1. Pierwsza!;-)
    Rozdział super. Pisz dalej, nie mogę się doczekać następnego rozdziału.:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Być może po tym komentarzu przestaniesz mnie kochać, więc jeśli nadal chcesz żyć w miłości i uwielbieniu, NIE czytaj go :)) Znaczy, dobre słowa też się pojawią. Na pewno.

    1. Czo ta Ewka?
    Czo ta Ewka robiła na lotnisku - o to jest pytanie.
    Jakoś tak trudno mi wyobrazić sobie "prawdziwą" Piszczkową jako "grzeszącą" inteligencją kobitę, ale niech Ci będzie.
    I skąd nagle u niej ta zmiana z głupiutkiej w uśmiechającą się tryumfalnie :D Rozwaliłaś mnie tym.
    Sarcia jest taka fajna :D *Bo my, Sarki jesteśmy fajne* Takie kochane dziecko.
    Biedny Piszczu. Ledwo co baba wchodzi do domu, jeszcze butów nie zdjęła a już na niego naskakuje XD
    No i te sny - po dziesięciu latach? Serio? xD
    Gdybyś tego nie napisała być może wyglądało to realniej, bo tak to wygląda jakby wszystko było na "potrzeby opowiadania".
    No i moim zdaniem w pierwszym rozdziale powinna spotkać tylko Ewkę, bo tak to akcja niczym z bicza strzelił.
    ALE KOCHAM CIĘ za tą sytuację w bibliotece <3 serioo... Taka kochana była <3 Nie mogę się doczekać pozostałych throwbacków.

    Dobra. Sarka naskakuje, a głupia małpa napisze o niebo gorzej *o ile w ogóle zdecyduje się coś wstawić*. Mówiłam to już, ale serio. Mimo tych wszystkich śmieszków z mojej strony *chyba przed okresem jestem* lubię Twoje podejście do tego opowiadania i Twój styl pisania :3
    Wcale Sarka też się nie przyzna, że od dziewiątej czuwała, czy aby już nie pojawił się ten pierwszy rozdział *gwiżdże*. Serio. Mogę być wredna, ale uzależniłam się od kilku blogów, więc no, ten, tego... Teraz to zdaje się, że Ty masz problem :P

    Tradycyjnie przesyłam chłodnik w słoiku, wór weny, wyimaginowany czas i chęci, oraz kopniaka na zachętę.
    ~ Bułka tarta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale nie przestałam darzyć cię miłością i jestem wdzięczna za szczerą opinię i muszę się czymś podzielić.
      Co do tego spotkania z Łukaszem - to sama nie byłam z tego obrotu zadowolona, ale nie wiem czy czytałaś zakładkę "o blogu" gdzie wyjaśniałam że opowiadanie zaczęłam pisać w 2014 woku :D Potem chciałam kilka kwestii zmienić, ale miałam rozwiniętą akcję w przód i stwierdziłam, że to zostawię tak jak jest ;)
      Osobiście uważam, że rozdziały od czwartego są o niebo lepsze od tych trzech pierwszych, ale to się okaże w praktyce :D
      No ale nie ma co ukrywać, że to będzie fanfik Piszczek/Klara, a nie Piszczek/Ewa więc to oczywiste, że muszę jakoś te małżeństwo "rozdzielić" :D
      Co do snu - chciałam to opisać by wyszło tak, że Piszczek miał gorszy dzień, żona od pewnego czasu na niego naskakuje, a do tego przypomniał mu się koszmar sprzed dekady utwierdzający go w tym, że być może wcale nie jest taki dobry jak mu się wydaje, ale widać coś nie wyszło :D
      Liczę, że sprostam wymaganiom kolejnym rozdziałem :D

      Usuń
  3. Kochana!
    Ależ mi się tutaj podoba! :D
    Prolog był genialny, ale ten rozdział to po prostu MISTRZOSTWO ŚWIATA! ♥
    Nasza Klara ma niebywałego pecha. Nie dość, że świat wali jej się na głowę, to jeszcze chcąc uciec od tego co złe, napotyka swoją bolesną przeszłość w postaci państwa Piszczków... No i jeszcze ten brak orientacji w terenie... Moja siostra nawet w małych miasteczkach używa GPS, więc może i Klara powinna coś takiego uruchomić? ;)
    No, ale do rzeczy.
    Ewka wydaje mi się być mega jędzą! Kurczę, kiedy czytałam prolog myślałam, że okaże się ciepłą i dobrą kobietą, taką jak mi się w rzeczywistości wydaje. Tymczasem pozytywnie mnie zaskoczyłaś! ^^
    Na początku myślałam, ze może Ewka jest tylko taka względem Klary, w sensie, że udaje taką głupią idiotkę, ale zarazem podkreśla to, że jest żoną Łukasza, a okazało się, że to perfidna baba! :/
    Z tego co wyczytałam Ewa nie zawsze była taka... Zatem jestem niebywale ciekawa, co stoi za tą jej metamorfozą. :x
    Wiesz, że mega zabolało mnie to, że sama sobie pojechała nie wiadomo gdzie, Łukasz zajmował się ich córeczką (od czego mu oczywiście korona z głowy nie spadła ;)), a ta jędza śmie krzyczeć, że na pewno nocą imprezował... Pff! -.-
    Cóż, myślę, że Łukasz powinien się porządnie zastanowić nad tym, co zrobić, by w ich związku było lepiej. Jeśli Ewa się nie opanuje, polecam jakąś terapię czy coś... No bo kurczę, mają wspólne dziecko. :( I wydaje mi się, że tutaj jest problem, bo bardzo chciałabym, żeby to uczucie, które dziesięć lat temu się w nich tliło powróciło. Ale wydaje mi się, że wówczas nie obejdzie się bez wielkiej rany na serduszku małej dziewczynki...
    Podobało mi się to wspomnienie. :) Klara i Łukasz poznali się w bardzo fajnych okolicznościach. W sumie w oczach Łukasza poszukiwanie biblioteki mogło wyglądać tak, jakby Klara chciała z nim po prostu pogadać, więc na poczekaniu wymyśliła bibliotekę obok, której siedział. Ale potem pewnie z biegiem czasu zorientował się, że dziewczyna jest zakręcona jak "ruski termos" (tak mówiła moja wychowawczyni w gimnazjum xd). Muszę przyznać, że i mnie Łukasz oczarował. ♥
    Jak widzimy w powyższym rozdziale... historia lubi się powtarzać. :)
    I jestem niesamowicie ciekawa, co przyniesie. :)
    Z niecierpliwością czekam na kolejny! ♥
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. Kochana, serdecznie zapraszam Cię do Grzesia i Aleksandry:
      http://wlasny-skrawek-nieba.blogspot.com/ :)

      Usuń
  4. Cześć! :D
    Na samym początku muszę Cię pochwalić. Pomysł na historię jest naprawdę genialny, a pierwszy rozdział? Kobieto, ja chyba do jutra nie znajdę dobrego określenia. :D
    Wchodzę w link, bo przeczytałam sekundę wcześniej, że to opowiadanie o panu Piszczku, zaczynam czytać pierwsze linijki, a potem tak mnie wciągnęło, że nie spostrzegłam, kiedy się skoczyło..
    Trochę przykro, że tak źle potoczył się związek Klary z jej wybrankiem serca. Nie ogarniam zdrad. Jeśli już nie pociąga kogoś ta osoba, z którą jest, to czemu się z nią nie rozstanie, tylko zdradza? To tak jakby chciał mieć dwie pieczenie na jednym ogniu.. Co za palant i skończona świnia! Coś mam wrażenie, że przeprowadzka Klary do Dortmundu wiele zmieni w jej życiu.. Ewentualnie zbyt wiele namiesza, ale cśśś. :D
    Ewa.. Niby taka milutka dla Klary, ale jednak coś mi w niej nie pasuje. Bynajmniej po tym wybuchu na Łukasza. Naprawdę jest tak cholernie o niego zazdrosna, że nawet w zwykły ból głowy nie wierzy? Oby tak dalej, a chyba ktoś tu sobie "idealne" małżeństwo rozwali. :)
    Zostaję tutaj. Za bardzo mi się spodobało, żeby sobie odpuścić. ♥
    Czekam!
    Pozdrawiam. ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o motyw zdrady, to chyba nie przeczytałaś prologu ze zrozumieniem. Piszczu rozstał się z Klarą właśnie dlatego, że nie chciał jej zdradzać!

      Usuń
  5. Kurcze, przegapiłabym tą notkę, gdyby nie to, że akurat robiłam porządki na swojej podstronie. Bardzo bym żałowała, gdybym to przeoczyła, oj bardzo!
    Oczekuj, nieoczekiwanego – tak idealnie to pasuje do tego rozdziału. Dortmund mały nie jest, a jednego dnia spotkać dwie osoby, których w sumie nie chce się widzieć to naprawdę (nie)fart.
    Przeskoki między przeszłością, a bieżącymi wydarzeniami są naprawdę dobrym elementem. Przynajmniej mnie bardzo odpowiadają, bo ciekawie zarysowują całą historię, jej początki i w ogóle.
    A co do Ewy... Aleś z niej zrobiła sukę. Hah, ale czasem tak trzeba. No, bo przecież... jakby mogło być inaczej :D

    Pozdrawiam.

    P.S.
    [Załącznik SPAMOWY]
    Zapraszam
    do Grzegorza Krychowiaka i reszty ekipy na
    she-needs-to-shelter-from-reality.blogspot.com
    a także, do Kuby Błaszczykowskiego i pozostałych na
    just-give-me-a-reason-fanfiction.blogspot.com.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie będę się rozpisywać, bo chce już iść czytać kolejny, dlatego wysile się na dwa epitety: cudowny i wciągający, bo taki jest ten rozdział i głowę dam sobie uciąć, ze jeszcze nie raz ich tu użyje. Znów jak przy prologu zleciało mi to w mgnieniu oka, co jest i plusem, jak i za razem minusem, No bo haloo szybko mi się ta historia skończy, haha. Idę czytać dalej <3

    OdpowiedzUsuń