13 lip 2016

3. „W Dortmundzie wszyscy kibicujemy Borussi”

Dortmund, 15 września 2014
Swój ostatni wolny dzień Klara spędziła na szykowaniu mieszkania. Na komodzie w sypialni ustawiła swoje ulubione świeczki, nieopodal postawiła wspólne zdjęcie z rodzicami, na toaletce rozstawiła swoje pędzle do makijażu, a w małych szufladkach poukładała kosmetyki. Chciała się tu najszybciej poczuć jak u siebie. Nie miała jednak aż tylu rzeczy i jej mieszkanie na chwilę obecną, wyglądało nieco pusto.
Na kartce miała już zapisanych kilka przedmiotów, które musi kupić, a lista stale się powiększała. Na początek postanowiła zrobić porządne zakupy spożywcze. Wcześniej nie miała na to siły i kupiła w pobliskim markecie tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Na zapas martwiła się, jak ona do cholery wtaszczy tyle toreb z jedzeniem do mieszkania, bo przecież nie będzie co godzinę kupować po jednej reklamówce.
To był dla niej stresujący czas. Poza tym, że nie wiedziała jak sobie poradzić z zakupami, denerwowała się, jak zaaklimatyzuje się w nowej pracy. Niby znała swoją wartość i wiedziała na co ją stać, ale bała się, że polegnie na najprostszej rzeczy, chociażby nie zrozumie dokładnie, gdy ktoś będzie do niej mówił.
Zmiana w jej życiu była bardzo potrzebna i w ogóle nie tęskniła za tym co było w Polsce. Była zbyt zraniona i zła, by odczuwać tęsknotę. Jedyne za czym tęskniła to Irish, bulterier należący do jej eks-narzeczonego. Rodzice nigdy nie pozwalali w domu na psa, pomimo jej prób i gróźb, a gdy poznała Leona, który był pilotem i jego towarzysza, bez wątpienia to Irish pierwszy skradł jej serce.
Wtem w jej głowie narodził się pomysł. Irisha mieć już nie mogła, ale mogła za to przygarnąć innego psa. Jej pierwszą myślą był oczywiście bulterier, jednak po chwili stwierdziła, że podświadomie ciągle przypominałby jej o Leonie, czego nie chciała. Uznała, że wieczorem poszpera w Internecie i zdecyduje się na jakąś konkretną rasę.
Zapowiadało się na deszcz, więc puściła z laptopa swoją ulubiona playlistę i ponownie oddała się pracom domowym. Czuła się znacznie lepiej niż jeszcze dwa dni temu, jednak pomimo wszelkich starań, myśl o Piszczku wracała do niej co jakiś czas. Cierpiała z powodu zdrady narzeczonego, a ten przypominał jej dodatkowo o tym, jak beznadziejna była.
Wpierw nie potrafiła go zatrzymać… w zasadzie to nigdy nawet nie próbowała. Gdy tylko powiedział jej, że chce zakończyć ten związek, ona natychmiast zerwała z nim kontakt. Może była sama sobie winna? Zastanawiała się, co z nią nie tak, skoro teraz Leon, w którym też była zakochana, potraktował ją podobnie. Co prawda, o powrocie do tego zdrajcy nawet nie myślała, pomimo jego nalegań.
Ale Łukasz to była inna bajka. W niczym nie przypominał Leona. Choć ciężko porównywać związek z nastolatkiem, do związku z dorosłym mężczyzną, to nie mogła oprzeć się wrażeniu, że nastoletni Piszczek zachowywał się niejednokrotnie doroślej od Leona. Piłkarz był zawsze skromny, nieśmiały i opanowany, pilot zaś wiecznie głośny, ciągle wśród ludzi i aż nazbyt pewny siebie. Bolało ją, że w sumie sześć lat życia zaprzepaściła, na coś, co jak się okazało, nie było warte wkładanego przez nią wysiłku. Innych związków nie liczyła, bo do żadnego z dwóch chłopaków, których miała po Piszczku nie nic czuła prócz sympatii i dopiero właściciel Irisha zawrócił jej na nowo w głowie.
Gdy tak rozmyślała, krzątając się po nowym mieszkaniu i coraz bardziej bijąc się z myślami, usłyszała dźwięk domofonu. Serce zabiło jej mocniej. Przecież nikogo jeszcze tu nie znała, ani nikomu nie dawała adresu! Jedynie… eh! Miała wrażenie, że jej nogi są z waty, gdy podchodziła, by podnieść słuchawkę.
- Tak? – zwróciła się do tajemniczego gościa.
- Czy to mieszkanie Klary Ry..ba..rczyk? – Usłyszała po niemiecku damski głos, który zmagał się z jej polskim nazwiskiem.
- Zgadza się, z kim mam przyjemność? – zapytała zdezorientowana.
- Nazywam się Celina Bohlmann, pracuję na lotnisku Neuhausen Dortmund, wysłano mnie do ciebie, by zobaczyć jak sobie radzisz i czy nie potrzebujesz pomocy – dziewczyna usłyszała formułkę. Zmarszczyła brwi, ale po chwili namysłu wpuściła kobietę do klatki. Nim ta zapukała do drzwi, Rybarczyk pospiesznie zebrała kilka papierków oraz reklamówek, które jeszcze przewracały się gdzieniegdzie, a także kopnęła duży karton w sam róg salonu.
- Witam raz jeszcze, jestem Celina, miło mi cię poznać – usłyszała brunetka zaraz po tym jak otworzyła drzwi. Jej oczom ukazała się przepiękna blondynka, którą mężczyźni okrzyknęli by pewnie mianem „seksbomby”. Kompletnie obalała stereotyp „brzydkiej Niemki”. Kobieta była niższa od Klary, jej blond, pofalowane kosmyki sięgały połowy pleców, a pełne piersi wystawały dumnie z bluzki zdecydowanie zbyt skąpej, jak na taką pogodę. Miała bardzo ładny uśmiech oraz niebieskie oczy. Uwadze meteorolog nie uszedł także jej bardzo staranny makijaż. Dziewczyna musiała znać się na rzeczy.
- Cześć, Klara. – Podała przybyłemu gościowi dłoń oraz gestem zaprosiła go do środka. – Napijesz się czegoś? – zapytała z grzeczności po tym jak Celina usiadła na jednym z foteli w salonie.
- Chętnie, poproszę herbatę. – Blondynka nie przestawała się uśmiechać.
Gospodyni na moment zniknęła w kuchni, by po chwili przynieść dwie herbaty, a nawet kruche ciasteczka wyłożone na talerzyku, których nie skończyła jeść poprzedniego wieczoru.
- Jak podoba się w Dortmundzie? Gotowa do pracy? – Kobieta od razu zaczęła rozmowę. W sumie ucieszyło to Polkę, bo ona miała zawsze problem z podtrzymywaniem konwersacji.
- Co prawda nie miałam zbyt wiele okazji by go zwiedzić, ale to co widziałam miło mnie zaskoczyło. To piękne miasto, a odnośnie pracy, to muszę przyznać, że nie mogę się doczekać, choć odczuwam lekki stres – odpowiedziała na jednym oddechu, sama zaskoczona długością swojej wypowiedzi. Uśmiech Celiny jednak zachęcał ją do kontynuowania rozmowy.
- Jesteś tu dopiero kilka dni, z pewnością będzie czas na zwiedzanie. Gdyby ci się kiedykolwiek nudziło daj znać, ja zawsze chętnie ci potowarzyszę. – Blondynka uśmiechnęła się po raz setny i poczęstowała się ciasteczkiem. – A pracą się nie przejmuj, pokochasz ją, nasza baza jest bardzo przyjazna – dodała.
- Dobrze to słyszeć, a ty czym się zajmujesz? – Klara zapytała szczerze zainteresowana.
- W sumie nie zajmuję żadnego konkretnego stanowiska, najogólniej można powiedzieć, że jestem asystentką – odparła tajemniczo. – Słyszałam, że przyjechałaś tu sama, nie masz żadnego faceta? – Bezpośredniość Niemki aż początkowo wbiła starszą kobietę w fotel, mimo to odpowiedziała.
- Niedawno rozstałam się z narzeczonym, więc na razie odpuszczę sobie romanse.
- Rozumiem. Jesteś ładna, z pewnością znajdzie się jakiś Romeo jak będziesz gotowa. – Bohlmann tym razem upiła łyk herbaty.
- Widzę, że ty jednak znalazłaś tego jedynego – Rybarczyk zauważyła kiwając wymownie na dłoń blondynki, na której na jednym z palców widniała obrączka.
- Ach tak. Od dwóch lat jestem mężatką – rzuciła Celina.
Ich rozmowa rozkręciła się do tego stopnia, że była już prawie północ, gdy blondynka zaczęła się zbierać. Klara dowiedziała się między innymi, że nowa koleżanka była o rok od niej młodsza, studiowała filologię niemiecką, pochodziła z Monachium i przyjechała do Dortmundu trzy lata wcześniej do swojego narzeczonego, a teraz już męża, który jak się okazało był… generałem i zarządzał lotniskiem, na którym miała pracować meteorolog. Nie byłoby może w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że miał obecnie pięćdziesiąt lat. Brunetka poznała go, gdy jeszcze pracowała na lotnisku w Malborku i już wtedy Friedrich, bo tak miał na imię, dawał jej do zrozumienia, że w Dortmundzie zawsze znajdzie się dla niej miejsce. Nie zamierzała dociekać dlaczego Celina zdecydowała się wyjść za mężczyznę, który mógłby być jej ojcem. Nie można mu było za to odmówić tego, że jak na swój wiek był bardzo atrakcyjny.
Widziała, że blondynka jest bardzo inteligenta i miała przeczucie, że zostaną koleżankami, co ją ucieszyło, bo potrzebowała teraz towarzystwa. 
- Było miło cię poznać Klaro, musimy to koniecznie powtórzyć – rzuciła z nieodłącznym uśmiechem na ustach, będąc już przy drzwiach.
- Zdecydowanie. Liczę na obiecaną wycieczkę po Dortmundzie – przypomniała Rybarczyk nawiązując do wcześniejszej  rozmowy.
- O właśnie, teraz mi się przypomniało. Co powiesz, by nasze zwiedzanie zacząć od niedzielnego meczu na Signal Iduna Park? Nasi grają z Schalke. – Polce niebezpiecznie załomotało serce. Nigdy nie interesowała się specjalnie piłką nożną, ale doskonale wiedziała co oznacza „nasi” w Dormundzie. W tych „naszych” grał Piszczek, któremu niekoniecznie chciała kibicować. To by było dopiero niezręczne.
- Nie jestem fanką piłki nożnej, może zacznijmy od mniej zatłoczonego miejsca – uśmiechnęła się do koleżanki odrobinę nerwowo.
- Oj daj spokój, ja też nie jestem, ale w Dortmundzie wszyscy kibicujemy Borussi. Nie ma znaczenia, czy ktoś lubi piłkę nożną czy nie. Na stadionie zawsze jest mnóstwo emocji, może poznamy jakichś fajnych ludzi. – Celina nie dawała za wygraną.
- Jeszcze się dogadamy – rzuciła na odczepne, by móc potem na spokojnie wymyślić jakąś wymówkę.
- Racja. Uciekam w końcu. – Dziewczyny pożegnały się delikatnym uściskiem i Klara zamknęła drzwi. Nim ruszyła się z miejsca westchnęła potężnie i wyszeptała w przestrzeń:
- Oj Piszczek, nie dasz mi tak szybko spokoju, prawda?
***
Ewa miała chyba swój lepszy okres, bo od dwóch dni była dziwnie cicha i nie szukała na siłę powodu do kłótni. Łukasz był z tego zadowolony, bo męczyły go te fazy złości i wyrzutów z byle powodu, które ostatnio  miewała jego żona.
Teraz jedli spokojnie śniadanie rzucając co jakiś czas, niezobowiązującym komentarzem.
- W weekend lecę do Polski – odezwała się w pewnym momencie kobieta.
- Znowu? – zdziwił się mężczyzna. – Przecież dopiero co byłaś – przypomniał jej.
- No tak wyszło. Mama nie czuje się zbyt najlepiej, do tego mają jakieś kłopoty z ojcem, chcę jej pomóc – rzuciła tłumaczeniem, które graczowi Borussi wydawało się trochę naciągane.
- Nic mi nie mówiłaś… to coś poważnego? – Patrzył na swoją żonę uważnie.
- To co zwykle, nadciśnienie – powiedziała.
- Nie przypominam sobie, by twoja mama kiedyś skarżyła się na problemy z ciśnieniem. – Bardziej wypowiedział swoją myśl na głos niż zwrócił się do żony.
- Widocznie mnie nie słuchałeś – syknęła patrząc na Łukasza z wyrzutem.
- Przecież zawsze cię słucham – stwierdził zgodnie z prawdą. Zabolał go ten niezrozumiały zarzut.
- Od kiedy ci przeszkadza, że chcę jechać do rodziców?! – wybuchła niespodziewanie. Blondyn westchnął lekko. Zaczyna się.
- Nic takiego nie powiedziałem, po prostu zdziwiło mnie to, bo od miesiąca ciągle latasz do Polski – wytłumaczył się, ale coś mu mówiło, że nie wygra tej kłótni.
- No tak, może najlepiej nie powinnam wychodzić z domu! Ty sobie co chwila wyjeżdżasz to na mecz, to na zgrupowanie, to na jakieś spotkanie klubowe, a ja mam siedzieć jak ten kopciuch i podziwiać wielkiego piłkarza?! – Ewa znacząco podniosła swój ton głosu, co spowodowało, że zaalarmowana tą sytuacją Sara, która do tej pory siedziała cicho, niechcący przewróciła szklankę z sokiem. – Co robisz?! Nie potrafisz normalnie podnieść szklanki?! – ryknęła do i tak już przerażonej dziewczynki.
W Łukaszu coś pękło. Jeżeli Ewa chciała, to mogła mieć do niego jakieś durne pretensje, ale nie mógł pozwolić, by ta wyżywała się na ich córeczce.
– Może zamiast ciągle obwiniać mnie o wszystko, zastanowiłabyś się nad sobą – wycedził, a potem wstał i zabrał dziewczynkę, która już zdążyła się rozpłakać. – No już, nie płacz skarbie – pocieszał ją, gdy wszedł do pokoju małej. – Mama nie chciała na ciebie nakrzyczeć, nic się nie stało. Pojutrze polecisz do babci w Polsce, zobaczysz, będzie fajnie. – Głaskał małą po włosach, co najwyraźniej działało, bo dziewczynka przestała płakać i teraz już tylko pociągała nosem.
– Do babci Heleny? Fajnie! Dawno tam nie byłam – powiedziała Sara, delikatnie zniekształcając niektóre głoski, jak to dziecko ma w zwyczaju.
– Jak to? No przecież byłaś u babci w zeszłym tygodniu, aż tak do niej tęsknisz? – zdziwił się Piszczek.
– Nie byłam u babci – rzekła uspokojona i zeskoczyła mu z kolan, by wziąć zabawkę, która przykuła jej wzrok.
– A gdzie byłaś? – dociekał jej tata. Dziecko nie miało w zwyczaju wszystkiego wyjaśniać, gdyż najzwyczajniej w świecie nie czuło takiej potrzeby.
– U cioci Dorotki – odpowiedziała, ponownie wgrzebując się na łóżko ze swoim ulubionym misiem. Łukasz zmarszczył brwi. Dorota była kuzynką Ewy mieszkającą w… Berlinie. Nie przepadał za nią. Była, jak to lubił określać „zbyt przebojowa”. Do tej pory rozwodziła się trzy razy i w sumie miała piątkę dzieci.
- A co tam takiego robiłaś? – wypytywał dziecko. Coś mu ewidentnie nie grało i rosła w nim jakaś nieopisana złość na Ewę. Nie rozumiał dlaczego go okłamywała. Sara była za mała, by wymyślać takie historie.
Dziewczynka zaczęła opowiadać swojemu tacie historię, że zwiedzała park zabaw, że widziała tam dużo zabawek, że poznała inne dzieci i tym podobne, co akurat mogło interesować czterolatkę. Piłkarz podchodził małą jak tylko potrafił, by wydobyć interesujące go informacje.
Po skończonej rozmowie, pobawił się jeszcze z córkę, a potem musiał zbierać się na trening. Gdy był już przed domem, wyszła za nim Ewa, która obdarowała go przepraszającym spojrzeniem.
- Łukasz… - zaczęła błagalnie, ale Piszczek nie miał teraz ochoty z nią rozmawiać, ani nawet na nią patrzeć.
- Nie – uciął krótko, a potem wsiadł do swojego samochodu i ruszył na stadion.

Dortmund, 18 września 2014
To było bardzo ciepłe, wrześniowe popołudnie. Po ostatnich deszczach wydawać by się mogło, że jesień zawitała na stałe. Tymczasem silne promienie słońca nie dawały za wygraną i postanowiły przynieść kilka ostatnich, ciepłych dni w tym roku.
Do Klary nie docierało jeszcze co właśnie robi. Okazało się, że argumenty Celiny były silniejsze i takim oto sposobem siedziała obok blondynki w jej luksusowym samochodzie i zmierzały w kierunku stadionu, by zobaczyć starcie Borussi z Schalke.
- A wiesz, że w Borussi gra dwóch Polaków? – Chwilę ciszy przerwała Niemka. – Był jeszcze Lewy, ale skubany zdradził nas i zwiał do Monachium – dodała.
- Coś tam słyszałam… - odpowiedziała trochę spięta brunetka.
- Ciasteczka z nich. Kuba i Lewy to fajne chłopaki, ale mój ulubieniec to Pis… cholera! Wy i te wasze polskie nazwiska! – zaczęła blondynka, ale wymowa nazwiska Piszczka ją przerosła. – No ten obrońca, jak to się wymawia? – zapytała już trochę spokojniej.
- Piszczek – mruknęła jedynie Rybarczyk ze ściśniętym gardłem.
- No właśnie, dobra dupa z niego. – Celina się zaśmiała.
Na szczęście Klary szybko zaczęły rozmawiać o czymś innym i droga na stadion minęła im w przyjaznej atmosferze. Brunetka stwierdziła, że przecież nie ma takiej opcji, by obrońca dostrzegł ją gdzieś na trybunach. Chociaż przez moment dopadły ją obawy, gdy przypomniała sobie jakie ma szczęście. Będąc jedynie kilka minut w Dortmundzie wpadła na Ewę, a jeszcze tego samego wieczoru na samego Piszczka! Do tego teraz koleżanka ciągnęła ją na mecz drużyny, w której grał. Co za ironia losu!
W nowej pracy zaaklimatyzowała się bardzo szybko, chociaż w dużej mierze była to zasługa Bohlmann. Ta pierwszego dnia oprowadziła ją po bazie, pokazała lotnisko, zapoznała z przełożonymi oraz resztą pracowników. Rybarczyk poznała też kilku pilotów, którzy okazali się bardzo sympatyczni.
Pierwszego dnia nie miała zbyt wiele do roboty. W zasadzie przygotowywała swoje stanowisko i zapoznawała się ze sprzętem, chociaż nie różnił się on zbytnio od tego, z którym miała do czynienia w Polsce. Te kilka godzin minęły jej bardzo szybko, a już po weekendzie miała zacząć zajmować właściwą pracą.
Piątkowy wieczór spędziła na sprzątaniu oraz tak jak wcześniej zaplanowała, na wybieraniu rasy psa, którego zamierzała w najbliższym czasie przyjąć pod swój dach. W sobotę poszła w końcu na ogromne zakupy, a z dostawą do mieszkania pomogła jej jak zawsze chętna do towarzystwa Celina.
Gdy dotarły pod stadion miały trochę problemów ze znalezieniem miejsca parkingowego, ale blondynka swoim urokiem przekonała jednego mężczyznę, który strzegł parkingu dla VIPów i zostawiły samochód w całkiem dogodnym miejscu.
Mecze Borussi musiały być faktycznie ważnym wydarzeniem w Dortmundzie, bo pod Signal Iduna Park panował straszliwy tłok, a nastrój można było porównać do tego jaki panuje w finale Ligii Mistrzów, a nie przy zwykłym spotkaniu ligowym.
Po kontroli, jaką przeszły na bramkach, udały się prosto na właściwy sektor dla widowni. Klara cieszyła się, bo był on znacznie oddalony od płyty boiska. Co prawda wiedziała, że obrońca nie będzie się przecież rozglądał, tylko skupiał na grze, ale wolała nie ryzykować.
Celina swoim wdziękiem sprawiła, że obydwie kobiety zostały otoczone przez grono męskiej części kibiców BVB. Ciągle do nich zagadywali, próbowali wyciągnąć numery telefonów (lub wciskali własne), czy nawet umówić się po meczu. Obydwie jednak grzecznie odmawiały za każdym razem, w między czasie przyglądając się widowisku.
Brunetka była pod wrażeniem gry Łukasza. Oczywiście nie pod względem taktycznym, bo nie miała o tym zielonego pojęcia, ale zaskoczył ją swoją zawziętością, wytrzymałością i agresją na boisku. Pewnie wchodził w drogę przeciwnikom i skutecznie blokował zagrywane przez nich piłki. Gdy nadarzała się okazja, to pędził ile sił w nogach, by włączyć się w jakąś akcję ofensywną i dośrodkowywał kolegom z drużyny.
Po świetnym widowisku dziewczyny udały się jeszcze na kawę, a potem blondynka odwiozła Rybarczyk do mieszkania. Pomimo iż nie znały się nawet tygodnia, złapały świetny kontakt i Klara czuła, że Celina może stać się jej pierwszą prawdziwą przyjaciółką.
***
Liczył, że wysiłek fizyczny podczas meczu trochę rozładuje jego emocje. Z Ewą nadal toczył wojnę, ale nie wspomniał jej, czego dowiedział się od Sary. Postanowił, że na razie pozwoli by sytuacja się rozwinęła, bo sam w sumie nie wiedział, co ma o tym wszystkim myśleć. Jego żona miała wrócić późnym wieczorem, rzekomo od rodziców. Jak by tego było mało, to gdy kiedyś dzwonił do teściowej, ta perfidnie robiła go w balona i opowiadała o jakichś zakupach, na które poszła z jego żoną. Tym razem Ewa zabrała małą ze sobą. Liczył, że dopyta córkę gdzie rzeczywiście były.
Po powrocie do domu, wcale nie czuł się lepiej. Im bliżej do powrotu kobiety było, tym miał więcej wątpliwości. Wiedział, że ta będzie chciała porozmawiać i wyjaśnić kilka kwestii. Z pewnością zaskakujące było dla niej to, że Łukasz w zasadzie po raz pierwszy się postawił. Mógł znosić obelgi na swój temat, ale jeżeli chodziło o Sarę, to nie dawał żadnej taryfy ulgowej.
Doceniał zaangażowanie swojej żony oraz to, że w końcu przekonała się do macierzyństwa. Choć może nie była najlepszą matką na świecie, to widać było, że starała się ze wszystkich sił. Opiekowała się dziewczynką, dbała o nią, przytulała i kładła do snu.
Ewa zawsze powtarzała mu, że nie chce mieć dzieci. Na początku wykręcała się, że jest za młoda, a potem, że się do tego nie nadaje. W końcu ją uprosił i jakiś czas potem pojawiła się ich córeczka. Łukasz bardzo chciał mieć kolejne dziecko, ale jego żona niestety tym razem była nieugięta.
Gdy tak rozmyślał o swoim małżeństwie, w pewnym momencie po prostu opuścił dom, wsiadł do auta i wyruszył na miasto. Liczył, że podczas przejażdżki poukłada skołatane myśli.
Podświadomie zaczął jeździć po okolicy, w której mieszkała Klara. Nawet nie wiedząc kiedy, podjechał pod budynek, w którym mieszkała. Zadawał sobie pytanie, po co tu w ogóle przyjechał, ale po krótkiej walce z własnymi myślami wysiadł z samochodu.


____________



I po trzecim rozdziale ;)
Wydaje mi się, że było więcej akcji i że dałam wam kolejny powód, by nie lubić pani Piszczek :D
Niemniej jednak powoli rozwikłam jej zagadkę, bo zauważyłam, że pomimo, iż za nią nie przepadacie, to chcecie dowiedzieć się, czemu taka jest i czy zawsze taka była. Cóż, czytajcie, a się dowiecie :D
Weszła też nowa postać i nie ukrywam, że będzie pojawiała się często, więc koniecznie dajcie znać, co o niej myślicie.
Dziś bez flashbacka, ale nie chce ich wciskać na siłę i wolę opisywać kluczowe momenty z przeszłości bohaterów, a nie przypadkowe dni, które nic by nie wniosły.

Na koniec kwestia techniczna. Kolejny rozdział pojawi się za trzy dni, ale od przyszłego tygodnia rozdziały będą pojawiały się stale w poniedziałki i czwartki. 
Wyjdzie wtedy mniej rozdziałów na miesiąc (choć to nieznaczna różnica), ale musiałam trochę zwolnić z pisaniem. Obecnie zmagam się z zapaleniem ucha, a za niedługo wybieram się na wakacje i znowu nie będę pisać. 
Wolę więc zwolnić, ale wtedy wrzucać regularnie, niż publikować częściej i w pewnym momencie pozbyć się zapasu, który obecnie mam i zrobić jakąś dłuższą przerwę.
Do zobaczenia ;)

PS. Narzekaliście na "Ewkę", a w tym rozdziale zmasakrowałam "Klarę", uf.. ale się napociłam, żeby to zredukować do akceptowalnego poziomu :D 

11 komentarzy:

  1. Pierwsza! :)
    Rozdział, jak zawsze, super. Szkoda mi malutkiej Sarki i coś mam dziwne przeczycie, że Ewa Łukasza zdradza, ale to tylko moje domysły. Chociaż jak patrzę na tytuł rozdziału, to kto wie...? Nie było flashbacka, ale nie szkodzi. I mam pytanie: coś ty, Piszczu, wymyślił z tym mieszkaniem Klary? To je najście!
    Czekam na nexta xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa jak widać ma swoje sekrety, o których nie chce, by Łukasz się dowiedział, więc pewnie coś jest na rzeczy. Z pewnością przesadziła z Sarą, ale kochany tata Piszczek lekiem na całe zło dla małej :D
      Cóż, większość bohaterów przeżywa jakiś kryzys obecnie, a to z kolei prowadzi do podejmowania nie do końca przemyślanych decyzji, wiec myślę, że to spowodowało, że Piszczu "zabłądził" w okolicy, w której mieszka Klara ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Ona Go zdradza!jestem pewna na stówę!z jakimś Dietrihem czy jak Mu tam! Wybacz za taki wstęp :D a teraz do rzeczy :

    Rozdział istna perełka, nie zawiodłaś mnie a jeszcze bardziej mnie ucieszyłaś :D jest wspaniały :D
    Polubiłam od razu nową koleżankę Klary, wydaje się taka otwarta i sympatyczna :D
    Łukasz w końcu wybuchnął, nie dziwię się. Zachował się jak każdy rodzic czyli "możesz traktować mnie jak śmiecia ale od mojego dziecka wypier..." a Ewka powinna się chyba leczyć, żeby tak małą potraktować
    Piszczu w okolicy, czuję że to będzie coś niesamowitego :D
    Z niecierpliwością czekam na nowy rozdział :D
    Buźka :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się cieszysz :D
      Czy zdradza, czy nie zdradza - myślę, że to w interesie Piszczak, by jak najszybciej dowiedzieć się, co jest grane :D
      Celina miała swój debiut, ale z pewnością nie zaprezentowała jeszcze swoich możliwości, ale myślę, że może być z nią ciekawie :)
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  3. Coś mi się pomerdało, że rozdziały mają być w poniedziałki i piątki, więc myślę, że skomentuję dzisiaj nowy rozdział i nawiąże do owego, bo nie mam czasu ostatnio na czytanie i komentowanie. Mam z trzy blogi do nadrobienia, w którym musiałabym zacząć dwa od nowa, żeby cokolwiek zrozumieć :D
    Ale kończąc żalenie się.
    W końcu jest ktoś inny, niż Ewka! :D Props. No i co ta Ewka kombinuje? Nie zdradza go moim zdaniem. To będzie coś innego. Nie po to tak dla Piszcza się poświęcała, żeby mu teraz rogi robić.
    Podświadomie zaczął jechać w dzielnicę, na której mieszkała Klara. Zabrzmiało to tak, jakby jakimś cudem wiedział, gdzie Klarita mieszka... To on wie, czy nie wie, w końcu? :D
    Wiesz, w ogóle odbieram Ci przyznanego propsa. Przerywać w takim momencie?! Przestaniemy się lubić.
    Pozostaje czekać mi tylko na jakąś akcje z pazurkami z Celiną, bo strasznie fajnie i ciekawie ją opisałaś :))
    Chamska autoreklama? Prolog dodałam na Aferę.
    Weny! Kopniak, rosół i te inne gadżety.
    ~ Wiórki kokosowe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to, też nie mam czasu na czytanie ;/ Nawet na pisanie ostatnio też nie...
      No pora trochę ruszyć z akcją do przodu :D
      No wie gdzie mieszka Klara, bo ją odprowadzał po pierwszym spotkaniu ;)
      Cliffhanger to coś czego nie cierpię osobiście, ale musiałam to przetestować i mam nadzieję, że teraz więcej osób zajrzy, by dowiedzieć się co dalej :D
      Myślę, ze Celina to osoba która, może narobić szumu, więc powinno być z nią ciekawie :D
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  4. No co za kobieta! Nie dość, że ciągle się kłóci i insynuuje Łukaszowi zdrady, to sama jest zakłamaną babą i na bank to ona go zdradza! -.- Jak tak można naskoczyć na biedne dziecko? Rozumiem, że nerwy, ale skoro Ewa nad nimi nie panuje to może jakiś lekarz? Dla szanownej Ewy tylko i wyłącznie dobry psychiatra. :D
    Końcówka mega! W mojej głowie już zrodziło się milion sto pomysłów co może się wydarzyć, ale wiem, że postarasz się, by było zacnie. ^^
    Czekam!
    Buźka. ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdecydowanie mam tutaj kolejny powód, by nienawidzić Ewy. I nie wiem, czy w końcu trafi się okazja, by wszystko wróciła na poziom neutralny. Bo, jak krzyknęła na Sarę... Agrr! Chyba bym ją zdzieliła w łeb. Szkoda dziecka, naprawdę. A Łukasz to taki wspaniały tata, naprawdę.
    Co do nowej postaci – Celina początkowo, czyli w kilku pierwszych zdaniach była dla mnie jakąś nijaką sztuczną panną, ale później zyskała moją sympatię i póki, co jest okej. Może być z niej fajna znajoma.
    A co do samego meczu... Hah, oczywiście, że w Dortmundzie wszyscy kibicują :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Piszę drugi raz ten komentarz! Mam nadzieję, że teraz się nie usunie. -.-
    Ależ małpa z tej Ewy!
    Czy ona myślała, że wszystko pozostanie w tajemnicy? Zaplanowała to dobrze, ale zapomniała o jednym małym szczególe. Dzieci to jedyne osoby na świecie, które mówią prawdę, nie zastanawiając się nad konsekwencjami. I jeśli chodzi o Łukasza to wyszło to dla niego dobrze. Bo przynajmniej wie, co się święci. Jestem pewna, że Ewa go zdradza. :x Łukasz - kiedy tylko ochłonie - powinien porozmawiać z żoną. Myślę, że jej tłumaczenia mogą być bardzo, bardzo interesujące...
    Co do Klary. Ma szczęście, że już poznała koleżankę. Celina wydaje się bardzo fajną, otwartą i kontaktową osobą. :) I punkt dla niej za to, że udało jej się wyciągnąć naszą Klarę na mecz. ;) Tak, jak myślałam, Klara będzie musiała znosić Piszczka. Czy to oko w oko czy to pośrednio... Nasza bohaterka jest jednak bardzo silna. Widzę to po niej. Stawia czoła wspomnieniom i to oznaka, jej niebywałej odwagi. :)
    Co za ironia losu - Klara, mimo że chce, nie może zapomnieć o Łukaszu, a Łukasz podświadomie lawiruje w jej rejonach... Ciekawe... ;) Bo nie wydaje mi się, żeby był to przypadek. xD
    Pod kolejnym rozdziałem zjawię się troszkę później. :*
    Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
  7. na razie dotarłam tu. jejku, Łukasz, chłopie, co Ty narobiłeś, zostawiając tak cudowną dziewczynę, jak Klara, dla tekiej... dziuni, jak Ewka (za dużo nie wiem o osobie Ewy, nie interesuję się tak BVB, haha XD ale wygląda na miłą i całkowite przeciwieństwo osoby, jaką tu wykreowałaś :D)
    a ta Celina... kocham tę babkę za jej osobowość :D w oddatku wyobraziłam sobie, jak próbuje się złożyć, żeby powiedzieć nazwisko Klary i Łukasza, haha. no i ten tekst o tym, jaki jest Piszczu... zgadzam się! a w dodatku z każdą chwilą jest coraz lepszy...:| ci faceci to jak wino!!
    Ewa?! oskarża swojego męża o zdradę, a zapewne sama to robi... w dodatku te nerwówki... o tak, zdecydowanie coś nie gra.
    okej, ja próuję dalej czytać, do zobaczenia pod kolejnym "postojem"!

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiedziałam! Ewa ma sekrety i o kto by się spodziewał. Nie wiem, to jedynie moje głupie domysły, ale coś mi się wydaje, ze pani piszczek szuka haka na męża, bo sama ma coś na sumieniu i nie może być na straconej pozycji w razie gdyby wszystko się wydało. A No i jeszcze kwestia nowej znajomej Klary, wybacz nie pamietam imienia, ale nigdy nie miałam do nich głowy :D po tym bezpośrednim pytaniu o związek przeszła mnie myśl, ze Ewka mogła ja do niej przysłać, ale po pewnym czasie nie byłam już tego tak pewna jak na początku. Pozostaje mi tylko czytać i zobaczyć jak akcja potoczy się dalej, także leceeee

    OdpowiedzUsuń