3 lis 2016

21. „Już raz popełniłem ten błąd”

Ten tydzień był strasznie dla niej zabiegany. Była obładowana pracą, a kiedy wracała do mieszkania, miała tylko ochotę coś zjeść i iść spać. Tak też było i tym razem, choć cieszyła się, bo jutro miała mieć wolne.
Była dodatkowo podenerwowana, bo wiedziała, że to dzisiaj Ewa przylatuje do Dortmundu i to dzisiaj Łukasz ma z nią porozmawiać. Ciekawiło ją, czy swoją dobrodusznością i złotymi poradami sprawi, że Piszczek da szansę swojej żonie. Wszystko wskazywało na to, że poza Svenem, we friendzona wpędziła także siebie. 
Po ostatniej libacji alkoholowej, jaką urządziła z piłkarzem oraz swoja przyjaciółką, nie potrafiła spojrzeć na alkohol. Tego pamiętnego ranka miała ogromnego kaca, a na dodatek musiały jeszcze z Celiną stawić się w pracy. To był najgorszy dzień w jej życiu i do dzisiaj nie wie, jak go przetrwała. Gorzej miał chyba tylko biedny Sven, który w koszmarną pogodę jaka panowała tamtego dnia, musiał zaliczyć trening. Podobno wymiotował co kilka minut. Powiedział potem Klarze, że oszukał trenera, że złapał jakiegoś wirusa. Dziewczyna była pod wrażeniem, że Klopp to kupił. Być może od razu dojrzał się co jest grane, ale postanowił nie rozdmuchiwać sytuacji i odpuścił pomocnikowi, bo ten pomimo fatalnego stanu sumiennie trenował. 
Ach, oczywiście rzucił swoją niewierną dziewczynę i w zasadzie to nawet nie był tym faktem przygnębiony, znał ją chyba za krótko, aby mogła mu swoim czynem złamać serce.
Tamtego wieczoru Rybarczyk dowiedziała się także, dlaczego Celina bierze rozwód. Blondynka pod wpływem alkoholu zebrała się na wyznania. Okazało się, że problem stanowiło dziecko. Jej mąż chciał, aby w końcu powiększyli swoją rodzinę… a jak już wcześniej Klara zauważyła, Celina nienawidziła dzieci. Cóż, ona przynajmniej stawiała sprawę jasno i wolała puścić swojego męża, niż trzymać go za wszelką cenę i potajemnie usunąć ciążę.
Bardzo jej współczuła, ale Bohlmann to była najsilniejsza kobieta jaką znała i wiedziała, że ta sobie poradzi. 
Kiedy Klara robiła kolację, rozbrzmiał się dźwięk domofonu. Najpierw westchnęła, a potem wywróciła oczami. Musiała poprosić swoich znajomych, żeby wyrobili u siebie nawyk uprzedzania jej o wizytach. Bardzo lubiła mieć gości, ale nie zawsze odwiedzali ją w odpowiednim momencie. Sms zajmował kilka sekund i wszyscy byliby szczęśliwi. 
– Kto tam? – Podniosła słuchawkę nauczona wcześniejszymi wydarzeniami.
– To ja… Leon. – Usłyszała. Jego wizyta tak bardzo ją zaskoczyła, że nie była w stanie nic odpowiedzieć. – Mogę wejść? – dodał.
– Nie – odpowiedział automatycznie.
– Proszę. Obiecuję, że cię nie skrzywdzę, przyjechałem, żeby przeprosić – wyjaśnił.
– Mam ci uwierzyć i zaprosić cię do środka? Myślisz, że aż tak głupia jestem? – zapytała z irytacją w głosie.
– Nie. Mam ze sobą Irisha – zadeklarował, a Klara zagryzła wargę. Drań wiedział, że czworonóg będzie doskonałą kartą przetargową.
– Pięć minut i nie wpuszczę cię do środka – uprzedziła.
– Zgoda – powiedział, a potem usłyszał charakterystyczny dźwięk obwieszczający, że blokada w drzwiach frontowych została zwolniona. 
Rybarczyk miała ogromne wątpliwości, ale było już za późno na zmianę zdania, bo pilot właśnie pukał do drzwi. Wzięła jeszcze jeden głęboki oddech i ostrożnie je otworzyła. Najpierw dojrzała gigantyczny bukiet kwiatów zasłaniający połowę sylwetki mężczyzny, a potem przez niewielką szparę bez zaproszenia wcisnął się bulterier. 
Zignorowała kompletnie Leona i przykucnęła, aby odbyć powitalny rytuał z psem. 
Po kilku minutach pieszczot, tarmoszenia za uszy, czy drapania po brzuchu i tysiącu „rozkosznych futrzaków” oraz „kochanych psiaków”, Klara przypomniała sobie o obecności właściciela psa. 
– To dla ciebie – stwierdził Leon wręczając jej ogromny bukiet klasycznych, czerwonych róż.
– Dzięki – powiedziała z uśmiechem na ustach, ale nie był to uśmiech skierowany do mężczyzny. Po prostu była szczęśliwa, że ten zabrał ze sobą zwierzaka. – Podstępnie to rozegrałeś – stwierdziła wskazując na Irisha, który na dobre rozgościł się w jej mieszkaniu, bo obecnie biegał po całym metrażu obwąchując każdy kąt. 
– Właściwie, to dzięki niemu zawdzięczasz tę wizytę – wyznał.
– Zawdzięczam? – Gdyby nie bukiet w jej dłoniach, pewnie skrzyżowałaby teraz ręce na piersi, a tak obdarowała go tylko zdziwionym spojrzeniem. – Myślisz, że miałam ochotę jeszcze kiedykolwiek cię oglądać? – zapytała.
– To nie tak. Mam do ciebie prośbę – zaczął jeszcze raz, ale Klara jeszcze bardziej się zdziwiła.
– Masz tupet – skomentowała. 
Leon westchnął i zaczął swój wywód.
– Okej, zacznę od początku. Po pierwsze wiszę ci ogromne przeprosiny za moją poprzednią akcję. Żadne słowa nie oddadzą tego, jak bardzo jest mi przykro i nie spodziewam się, że mi wybaczysz i nagle staniemy się przyjaciółmi…
– I bardzo dobrze, bo się nimi nie staniemy – przerwała mu.
– Nie chcę się usprawiedliwiać, a jedynie wyjaśnić dlaczego zachowałem się jak wariat – zrobił krótką pauzę. – Mogę wejść? To naprawdę nie jest rozmowa na korytarz – poprosił.
– No dobra, ale wiedz, że biorę telefon i w pogotowiu będę miała wybrany numer alarmowy – ostrzegła.
– Nie ma sprawy, choć nic ci nie grozi – zgodził się i skierował swoje kroki za gospodynią. Gdy Klara wstawiła kwiaty do wody i dołączyła do niego w salonie, na nowo zaczął swoją wypowiedź.
– Więc… po tym jak odeszłaś, dopiero dotarło do mnie co straciłem. Byłem idiotą i już teraz wiem, że popełniłem największy błąd w życiu. To bardzo źle na mnie wpłynęło i nie mogłem sobie poradzić z faktem, że naprawdę już cię nie ma. Do tego dowiedziałem się, że prawdopodobnie mnie przeniosą do jednostki w Anglii, czego nie chciałem. Było ze mną tak źle… sama wiesz, jak to się skończyło – przypomniał jej. – Dostałem nauczkę. Musiałem przymusowo poddać się badaniom psychiatrycznym… lekarze stwierdzili, że przeszedłem załamanie nerwowe – wyznał, a Klara aż westchnęła. To tłumaczyło jego kuriozalne zachowanie tamtego wieczoru. 
– To straszne – przyznała. 
– Cóż, teraz jest już lepiej. Przenoszą mnie do Anglii, ale doszedłem do wniosku, że może to i lepiej. Przyda mi się nowy start – kontynuował. 
– Cieszę się, że mimo wszystko zaczyna ci się układać – odparła szczerze.
– Tak… w związku z tym pomyślałem, że może Irish mógłby tu zostać jakiś czas? Wiem jak go uwielbiasz i on ciebie też. Ja teraz dopóki nie pozałatwiam wszystkich formalności, będę w ciągłych rozjazdach, nie będzie miał nim się kto zająć, a nie chcę go zaniedbywać i…
– Oczywiście, że tak – przerwała mu. – Irish zawsze znajdzie u mnie miejsce. – Uśmiechnęła się do niego.
– Dziękuję. Postaram się to załatwić jak najszybciej. Maksymalnie do świąt – obiecał.
– Jeżeli o mnie chodzi to możesz zostawić go nawet na rok – przyznała szczerze. – Sama chciałam mieć psa, ale ciągle nie mam czasu, żeby się tym zająć. Na pewno sobie damy radę, prawda Irish? – Spojrzała na psa, który akurat podbiegł do niej merdając ogonem.
Leon jak obiecał, nie zajmował jej już więcej czasu, pożegnał się z Irishem i opuścił mieszkanie Rybarczyk. Okazało się, że zostawił też dla psa sporą wyprawkę w dużej torbie, której wcześniej Klara nie zauważyła. Zadowolona zaczęła przygotowywać futrzakowi posłanie i ciągle do niego mówiła, a pies spoglądał na nią, jakby wszystko rozumiał. Obecność Irisha zdecydowanie była jej teraz potrzebna. 
***
Klara była już po prysznicu i miała na sobie tylko cieniutki podkoszulek oraz majtki i miała zamiar iść spać. Oczywiście nie obyło się bez ckliwej sceny czułości między nią, a bulterierem. 
Pies prężył się na wszystkie strony pod wpływem dłoni dziewczyny, a ta głaskała go na wszelkie możliwe sposoby i przesłodzonym głosem obdarowywała najwymyślniejszymi określeniami.
Wreszcie po dwudziestu minutach zgasiła światło i położyła się do łóżka. Nie minęła minuta, jak usłyszała dźwięk domofonu.
– To naprawdę przestało być śmieszne! – rzuciła rozgniewana w przestrzeń. Kiedy irytujący dźwięk nie ustawał, podniosła się i skierowała do przedpokoju. Od razu poczuła się pewniej słysząc za sobą odgłos psich łap stąpających po podłodze. 
– Kto tam? – warknęła. Żaden z jej gości nie mógł oczekiwać, że przywita go radośnie, kiedy składa niezapowiedzianą wizytę po północy.
– To ja, Łukasz. – Usłyszała, a jej serce o mało nie wyskoczyło z piersi. Otworzyła mu pospiesznie i zaczęła z nerwów chodzić w tą i z powrotem. Czego Piszczek mógł chcieć o tej porze? Z wrażenia aż zapomniała, że w zasadzie jest w samych majtkach. 
W końcu po jej mieszkaniu rozległo się pukanie do drzwi, na co Irish odpowiedział donośnym szczekaniem. 
– Już dobrze piesku, to przyjaciel. – Uspokoiła go swoim głosem, choć ten ustał przy niej i przybrał pozycję, z której w razie czego mógł szybko zaatakować. – Cześć, co tutaj robisz o tej porze? – zapytała, gdy już otworzyła drzwi. 
Piszczek stał kilka sekund wpatrując się w nią bez żadnego słowa. Dziewczyna stojąc przed nim w samej bieliźnie nie ułatwiała niczego. 
– Rozmawiałem z Ewą – zaczął w końcu i spojrzał na psa. Nie przypominał sobie, aby Klara mówiła, że sprawiła sobie zwierzaka. Z tego co pamiętał, to przecież same wybierały go z Sarą i to były dopiero plany na przyszłość. 
– Tak? – zapytała z bijącym sercem. Nie była pewna czy chce znać odpowiedź.
– Podjąłem decyzję – oświadczył, a brunetce żołądek podszedł do gardła. Czy właśnie miała dowiedzieć się, że straciła go po raz drugi?
– I jak? – zapytała. Ciekawość była silniejsza.
– Wróciliśmy do siebie – powiedział chcąc zobaczyć jej reakcję. Na jej twarzy wystąpiło zmieszanie i… smutek?
– Naprawdę? – Chciała się upewnić, czy jej koszmar faktycznie się ziścił.
– Nie – oświadczył z uśmiechem i ruszył w jej kierunku bez ostrzeżenia.
W umyśle Klary nagle rozpętała się burza tysiąca myśli i odczuć. Wszystko ustało jednak jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, gdy jakimś sposobem znalazła się w ramionach blondyna, a ich usta połączyły się w pocałunku. 
Początkowo nawet nie zarejestrowała tego co się dzieje. W głowie miała pustkę, ale wiedziała, że nie chce, by to co czuje się skończyło. Dopiero gdy blondyn przerwał pieszczotę, odetchnęła, a jej mózg zaczął funkcjonować. 
– Już raz popełniłem ten błąd, nie mogę popełnić go ponownie – wyjawił pozwalając aby ich czoła się stykały. 
– Nie chce być tą, przez którą…
– Nie będziesz – przerwał jej. – Nie zmienię przeszłości, ale teraz chcę podjąć właściwą decyzję – dodał.
Klara chwilę walczyła z własnymi myślami, aż w końcu powiedziała.
– Chrzanić to. – Piszczek nie zdążył zareagować na tą dziwną odpowiedź, bo tym razem to Rybarczyk przejęła inicjatywę i już wpijała się w jego usta.
Już miała coś powiedzieć o tym, że Sara jest najważniejsza i że nie musi wybierać, ale w ostatniej chwili zmieniła zdanie. Zdała sobie sprawę, że to ten moment, w którym powinna zdecydować o swoim losie i „podjąć właściwą decyzję”, jak to powiedział Piszczek. Czekała dziesięć lat aż los się odwróci i znajdzie szczęście w miłości. Skoro przez dziesięć lat o nim nie zapomniała, a teraz tym kuriozalnym splotem zdarzeń znalazła się w jego ramionach, to musiał być tym jedynym. Nie mogła już sobie pozwolić na to, aby kolejny raz jej się wymsknął. 
– Cóż za stanowczość. Od tej strony cię nie znałem – skomentował, po tym jak to brunetka przejęła inicjatywę.
– Gdybym była taka stanowcza wtedy… to prawdopodobnie męczyłbyś się u mojego roku już dziesięć lat – stwierdziła.
– Nic już nie stoi na przeszkodzie, abym pomęczył się dziesięć przyszłych. – Roześmiał się i na powrót zaatakował jej usta. 
W tej kwestii nie za wiele się zmieniło. Co prawda oboje byli bardziej pewni siebie i ten pocałunek nie był jedynie nieśmiałym muskaniem swoich ust, a pełną pasji i namiętności walką o dominację, ale to były wciąż te same usta, z którymi zdążyli się zaznajomić przed dziesięciu laty.
Łukasz mimo iż nie był tu częstym gościem, to zdążył zauważyć, gdzie znajduje się sypialnia Klary, bo to właśnie tam ją teraz prowadził. Czekał na tą chwilę wystarczająco długo.
Irish widząc tę sytuację oraz fakt, że jego pani nie wyglądała na przestraszoną, odprowadził parę tylko swoim psim wzrokiem, a sam udał się do salonu jakby wiedząc, że nie koniecznie jest potrzebny w pokoju kobiety.
Gdy Łukasz rzucił brunetkę na miękki materac, puściły wszelkie hamulce. 
Ta nieśmiała Klara jaką kiedyś znał, gdzieś przepadła, bo kobieta przed nim właśnie śmiało ściągnęła swoją koszulkę, która odkryła jej nagie ciało i na powrót przylgnęła do obrońcy. Nie był wcale dłużny, bo po kilku sekundach został w samych spodniach. 
Dziewczyna błądziła dłońmi po jego umięśnionym torsie, ramionach oraz brzuchu, a piłkarz przeniósł się z pocałunkami na jej szyję. 
Po kilkudziesięciu sekundach Piszczek jeszcze bardziej rozpalił jej zmysły. Wrócił do całowania jej ust, a prawą dłonią zjechał do majtek, gdzie prowokująco zahaczył palcem materiał i pociągnął go kilka centymetrów w dół. 
Klara stęknęła na to cicho i zaplotła swoje dłonie na jego szyi. W jej umyśle obijała się nieustanie tylko jedna myśl. Chciał go i to bardzo. 
Jakby się z nią drocząc, cofnął dłoń, a ta dla odmiany powędrowała na jej biust. Dziewczyna ponownie jęknęła i nie potrafiąc znieść napięcia, przekręciła się tak, że teraz to ona była górą. Nie patyczkując się z mężczyzną, zabrała się do pozbywania się jego spodni razem z bielizną. 
Podpierając się na łokciach pozwolił, aby to ona przejęła inicjatywę. Podobała mu się taka władcza. Jakby zupełnie inna kobieta, jednak wciąż ta sama. Nie miał przed nią oporów, ani nie odczuwał wstydu. 
Będąc na górze zaczęła pieścić każdy kawałek jego ciała, które było zbyt idealne, aby pominąć choćby skrawek. Rozochocony takim obrotem sytuacji, po kilku minutach powtórnie przejął kontrolę i Klara z powrotem znalazła się pod nim. Tym razem to on pozbył się ostatniej części jej garderoby, a dziewczyna zarzuciła mu swoje nogi na biodra. 
Rozkosz jaką odczuwali, była nie do opisania. 
Po wszystkim opadli na pomiętą pościel dysząc ciężko, ale uśmiechając się do siebie. Nie byli w stanie powiedzieć czy minęło piętnaście minut, czy dwie godziny. Dla nich czas stanął w miejscu i żadne z nich nie chciało, aby ta chwila się skończyła.
Piszczek stwierdził, że przychodząc tu, podjął jedną z najlepszych decyzji swojego życia. Nie dlatego, że seks był dobry, ale dlatego, że Klara ponownie utwierdziła go w przekonaniu, że jest kobietą, przy której powinien spędzić resztę życia.
Po umyśle Rybarczyk krążyło wiele nieskładnych myśli, ale jedna przebijała się ponad wszystkie. Piszczek może nie był pierwszym, ale zdecydowanie chciała, aby był ostatnim. 


_________________

Hmm... no tak.
Aż sama nie wiem co napisać, więc zostawię to wam, a przejdę do kwestii informacyjnych. 

Chciałabym was zaprosić na podstronę z sondą, która jest większości z was znana, bo jak wiecie, to opowiadanie dobiega końca, więc pora skupić się na czymś innym.
Dwa prologi pozostały bez zmian, dodałam jeden nowy, a więc decyzja należy do was ;)
>NOWE OPOWIADANIE<

Dziękuję za komentarze i zapraszam za tydzień na ostatni rozdział ;*

12 komentarzy:

  1. Rozdział super! Smuteczek, że za tydzień ostatni, ale mam wielką nadzieję, iż twe nowe opowiadanie będzie równie super co te! Xd
    Rozdział ekstra, Klara i Piszczu nareszcie zbliżyli się do siebie ( z perspektywy seksualnej xd). Już zakochałam się w nowym podopiecznym Klary :*
    Ogólnie rozdział mega fajny ;)
    W wolnym czasie zapraszam do mnie na opowiadanie!:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatni? :o serio?
    Jak to? :o
    Ja się nie zgadzam :(
    Nie wiem jak to będzie za tydzień jak będę czytać epilog, chyba się popłaczę. Naprawdę pokochałam te opowiadanie <3

    Przejdę do meritum :) :
    Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Co prawda nie dziwi mnie kac morderca całej imprezowej combo-trójki (haha) jednakże najbardziej chyba mnie zszokowało przyjście Leona z psem. Irish to naprawdę mądry psiak *.*
    Piszczu... spodziewałam się raczej prób rozmów, jąkania się, czkawki stresowej ale nie spodziewałam się takiej sytuacji :o
    Niesamowite :D <3 Moja wyobraźnia i podświadomość krzyczała tylko "yes yes" :D
    Jeden z najlepszych rozdziałów na tym blogu :3
    Czekam na ten epilog, chodź serce mi się kraje <3
    Pozdrawiam :****

    OdpowiedzUsuń
  3. O M G :o
    ja tyle na to czekałam! zdecydowanie za długo! a teraz wreszcie jest! ich scena seksu, było niesamowicie
    uwielbiam jak piszesz i ciesze sie, że wszystko tak się potoczyło
    zazdroszcze psiaka a jeszcze bardziej takiego piłkarza, Klara to szczęściara <3
    czekam teraz na sama końcówke i aż mi przykro ;<
    do następnego :*

    OdpowiedzUsuń
  4. O mamo!! Jakie to cudowne !! ❤❤
    Jak zobaczyłam imię LEON to przeraziłam się, że będą jakieś kłopoty, ale na szczęście nic poważnego się nie stało ☺
    Rozdział jak zawsze świetny, pomijając fakt, że prawie zawału dostałam jak Piszczu powiedział, że wraca do Ewy xDDD
    Na szczęście nasz piękny blondyn tylko żartował xD
    Do czwartku ❤

    OdpowiedzUsuń
  5. Matko przenajświętsza! Sory, że mi się tak zebrało, ale właśnie wróciłam z kościoła i jakoś tak :D
    Przechodząc do rozdziału to ehh. No po prostu brak mi słów, żeby ocenić jego całość, dlatego zrobię to po kawałeczku. Gdy przeczytałam, że Leon ją odwiedził trochę się zaniepokoiłam. Ba, nawet bardzo się zaniepokoiłam. Pojawiły się w mojej głowie myśli, że stanie się cos złego, ale na szczęście nie. No i Klara ma nowego współlokatora :D rozśmieszyło mnie to, bo wyobraziłam sobie jak Leon stoi za progiem i patrzy jak Klara bawi się ze zwierzątkiem i nie zwraca na niego uwagi XD
    Zanim zaczelam czytać, pomyślałam, że to przecież przed ostatni rozdział, to miedzy Piszczkiem a Klarą musi się cos zadziać prawda? :D zadziało się i to jeszcze jak :D nie można było tak dziesięć lat temu? XD tak poważnie, to Piszczek jest mistrzem. Jak można tak sobie zażartować? :D
    Wiedziałam, że umiesz bardzo dobrze pisać, ale jeszcze od takiej strony Cie nie miałam okazji poznać :D i teraz żałuje, że takie sceny nie pojawiały się w twoim wykonaniu częściej. Naprawdę, to nie było ani wulgarne, ani przeolbrzymione, ani całkowicie pominięte w sensie: zerwaliśmy z siebie ubrania, złączyliśmy nasze ciała w jedność i po wszystkim opadliśmy na materac :D uwielbiam Cie, twoje opowiadania, twój styl pisania (piszesz tak z sercem, że chyba aż skradłaś moje). Nie mowie, że czekam na ostatni rozdział, tylko czekam słońce na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten rozdział był... PERFEKCYJNY! Wszyscy długo na to czekaliśmy i w końcu :D Oni naprawdę do siebie pasują.
    A jeżeli chodzi o Leona, to dobrze że postanowił przeprosić Klarę i wyznać jej wszystko, a to, że zostawił psa, było dla niej dobrą rzeczą!
    Weny! :*

    OdpowiedzUsuń
  7. CYDOWNY ROZDZIAŁ. <3
    Czekam na następny.
    Buziaki. ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. No cóż... Ja też nie wiem, co napisać... Chyba tylko to, że jestem zadowolona z takiego obrotu spraw! :D
    Czekam w takim razie na ten ostatni, a Ciebie serdecznie zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nadrobiłam wszystko, ale powiem Ci Kochana, że masz idealne wyczucie czasu :D Akurat, gdy nadrobiłam wszystkie poprzednie rozdziały, Ty wstawiasz takie sceny :D Lubię to :D

    Powiedziałabym, że będę teraz regularnie komentować, ale przecież już nie tutaj, bo za tydzień koniec... Ale jak to? Kiedy to minęło? Aż się łezka w oku kręci... ;(

    Mój komentarz będzie dotyczył też kilku poprzednich rozdziałów:
    Piszczu nareszcie zrozumiał, że ją kocha, KOCHA! :D Najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że Klara zamiast zrazić go do siebie pchaniem go w ręce Ewki, sprawiła, że on wtedy zrozumiał, co do niej czuje. Jakie to słodkie <3

    I nawet Leon poszedł po rozum do głowy! No cuda się tutaj dzieją, naprawdę :D Myślę, że pies i Klara będą stanowili naprawdę zgodny duet :D

    Jejku, Piszczek zabiję Cię! :D Nie dość, że nachodzi Klarę po nocy, to jeszcze wmawia jej, że wrócili do siebie z Ewą, no zawał gwarantowany.
    Ale co się potem wydarzyło skwituję to tylko głośnym AAAAAAA! :D Coś cudownego, tyle rozdziałów czekałam aż w końcu trafią do łóżka, ale przecież nie o to tutaj chodzi, prawda? Tylko o to, że oni po prostu są sobie przeznaczeni :)

    Rozdział cud, miód i orzeszki <3 Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  10. okej, fakt, co się działo w tym rozdziale, i jaką decyzję podjął Łukasz sprawiło, że przestałam ubolewać, że to przedostatni rozdział, hehe

    OdpowiedzUsuń
  11. co tu można dodać...gratuluję tak cudownego rozdziału i bosko opisanej sceny łóżkowej, czego ja nigdy się chyba nie nauczę. Bardzo mi się podoba. Szkoda, że to już prawie koniec...żałuję, że nie czytałam regularnie.
    Jeszcze raz gratuluję.
    Zapraszam do siebie ;)
    Besos :*

    OdpowiedzUsuń